Dwa poziomy szczęścia – aby znaleźć prawdziwe szczęście, musimy wiedzieć, czym ono jest

Nasze poszukiwanie sensu życia, przynależności i robienia tego, co właściwe, może nam nie przynieść błyskawicznej ulgi, natomiast wyższy poziom samospełnienia naprawdę sprawi, że nasz duch się uwzniośli (<a href="https://unsplash.com/photos/XM_2oqcbpIQ?utm_source=unsplash&amp;utm_medium=referral&amp;utm_content=creditCopyText">Fernando Brasil</a> / <a href="https://unsplash.com/?utm_source=unsplash&amp;utm_medium=referral&amp;utm_content=creditCopyText">Unsplash</a>)

Nasze poszukiwanie sensu życia, przynależności i robienia tego, co właściwe, może nam nie przynieść błyskawicznej ulgi, natomiast wyższy poziom samospełnienia naprawdę sprawi, że nasz duch się uwzniośli (Fernando Brasil / Unsplash)

Aby znaleźć prawdziwe szczęście, musimy najpierw wiedzieć, czym ono jest

Pojęcie szczęścia dopóty wydaje się być prostą ideą, dopóki bardziej się w nią nie zagłębimy. Odkryjemy wówczas, że to proste słowo kryje w sobie koncepcje tak zróżnicowane, jak chociażby ciche zadowolenie i ekstatyczna radość.

To, w jaki sposób definiujemy szczęście, mówi nam o tym, gdzie go poszukujemy. Uczucie szczęścia nie zawsze powstaje w taki sam sposób. W rzeczywistości pewne formy szczęścia są dla nas nawet niekorzystne. Niektóre ścieżki wiodące ku szczęściu doprowadzą nas do głębokiego uczucia satysfakcji, lecz inne pozostawią nas jedynie z pewnym ulotnym odczuciem, po którym poczujemy głód doświadczania tego więcej razy.

Nasi przodkowie czerpali wiedzę na temat szczęśliwego życia z opowieści i rad mędrców, którzy nauczali właściwego sposobu życia.

Obecnie współczesna nauka również prowadzi dogłębne badania na temat szczęścia i zaczęły się one od zrozumienia tego, co określamy jako nasze dobre samopoczucie.

Szczęście heurystyczne

Jednym powszechnym sposobem w jaki, zdaniem psychologów, oceniamy naszą rzeczywistość, jest pewna tendencja, którą nazwano zasadą szczytu i końca.

Zgodnie z tą teorią, każde doświadczenie oceniamy poprzez to, jak czuliśmy się w jego najbardziej szczytowym momencie i jak czuliśmy się na końcu. Nie mamy skłonności do zwracania uwagi na łączną sumę naszych odczuć w trakcie całego doświadczenia, czy też jaka jest ich średnia.

Zamiast tego koncentrujemy się na odczuciach, które wyróżniały się najbardziej: na najlepszych momentach, na najgorszych i na ostatnim momencie. Chwile, które wywarły na nas największe wrażenie w trakcie doświadczania czegoś mówią nam, czy było ono dobre, czy złe oraz jak bardzo było dobre lub złe.

W sprecyzowaniu zasady szczytu i końca brał udział laureat Nagrody Nobla dr Daniel Kahneman, naukowiec i profesor psychologii na Uniwersytecie w Princeton, który dzięki swoim badaniom dostarczył w 1999 roku niezbędnych ku temu dowodów.

Jednak to tylko część tej historii.

Ukryte szczęście

W późniejszych badaniach obserwacyjnych przeprowadzonych przez dr Kahnemana i jego zespół pytano grupę 800 kobiet o ich szczęście w życiu codziennym oraz o konkretne aspekty szczęścia – ich zadowolenie z życia.

„Kiedy mamy oszacować zadowolenie z życia, wówczas bierzemy pod uwagę szerszą perspektywę: swoją karierę, małżeństwo, rodzinę etc.” – dr Miron-Shatz (<a href="https://unsplash.com/photos/I1fxrsarwZM?utm_source=unsplash&amp;utm_medium=referral&amp;utm_content=creditCopyText">Joshua Rodriguez</a> / <a href="https://unsplash.com/?utm_source=unsplash&amp;utm_medium=referral&amp;utm_content=creditCopyText">Unsplash</a>)

„Kiedy mamy oszacować zadowolenie z życia, wówczas bierzemy pod uwagę szerszą perspektywę: swoją karierę, małżeństwo, rodzinę etc.” – dr Miron-Shatz (Joshua Rodriguez / Unsplash)

Odnotowano, że czas spędzany z dziećmi znalazł się wśród aktywności przynoszących najmniej radości. Pojawiła się jednak sprzeczność. Kiedy dr Kahneman analizował dane, stwierdził, że pomimo frustracji związanej z wychowywaniem dzieci matki mówiły o wyższym poziomie zadowolenia z życia niż kobiety bezdzietne.

Dlaczego nie zawsze stosujemy zasadę szczytu i końca? Dr Talya Miron-Shatz, psycholog pracująca wraz z drem Kahnemanem, uważa, że ta reguła ma pewne ograniczenia. Pierwsze polega na tym, że końcowy moment ma wpływ tylko na te doświadczenia, które kończą się w sposób dobitny. Drugie, że reguła ta odnosi się jedynie do jednolitego poziomu szczęścia.

„Zadowolenie z życia jest koncepcją wyższą od szczęścia, którego doświadczamy na poziomie dnia codziennego” – powiedziała dr Miron-Shatz. „Kiedy mamy oszacować zadowolenie z życia, wówczas bierzemy pod uwagę szerszą perspektywę: swoją karierę, małżeństwo, rodzinę etc. Tu jest dużo więcej „okienek do odhaczenia”.

Życie na dwóch poziomach

Gdy psychologowie przypisywali nazwy tym dwóm poziomom szczęścia, czerpali inspirację z antycznej Grecji. Poziom szczęścia odczuwanego w życiu codziennym nazywali hedonistycznym, a poziom szczęścia ocenianego z szerokiej perspektywy nazywano eudajmonistycznym.

Szczęście hedonistyczne (słowo hedonistyczny pochodzi od greckiego słowa „hedone” oznaczającego „przyjemność”) odnosi się do odczuć, jakie czerpiemy z komfortu i wygody. Jest to dreszczyk, który odczuwamy, gdy kupujemy nowe buty albo jemy wyszukany deser. Hedonistyczne jest wszystko, co odczuwamy jako dobre w danym momencie.

Natomiast szczęście eudajmonistyczne wypełnia naszą potrzebę posiadania sensu życia i celu. Arystoteles był pierwszym, który opisał szlachetne dążenia eudajmonizmu słowami. Można je przetłumaczyć jako: bycie w zgodzie z dobrymi boskimi istotami. Późniejsi filozofowie promowali tę ideę jako ostateczny cel życia.

Istnieje kilka ścieżek prowadzących do osiągnięcia eudajmonii i nie ma też niczego złego w radowaniu się pewnymi hedonistycznymi momentami (zakładając, że nie są one niemoralne ani przesadne). Oba poziomy mogą dać nam radość, lecz kluczową kwestią jest to, że nigdy nie możemy zastąpić jednego poziomu drugim.

„Jeśli sięgam po gorącą czekoladę, żeby poczuć się szczęśliwą, to nie da mi ona satysfakcji, jakiej potrzebuję na poziomie eudajmonistycznym” – powiedziała Miron-Shatz.

Ale nie zatrzyma nas to przed podejmowaniem kolejnych prób. W rzeczywistości żyjemy w świecie, gdzie nieustannie jesteśmy kuszeni tego typu błahostkami. Reklamy zachęcają nas, abyśmy kupili nie tylko produkt, lecz także uczucie, że staniemy się kimś lepszym oraz że podniesie się nasza samoocena – czego w rzeczywistości żadna błyskotka nie jest w stanie nam zapewnić.

Dreszczyk, który odczuwamy, gdy kupujemy nowe buty albo jemy wyszukany deser, należy do jednego z dwóch rodzajów szczęścia (<a href="https://unsplash.com/photos/RUsVVa57VPI?utm_source=unsplash&amp;utm_medium=referral&amp;utm_content=creditCopyText">Jon Cellier</a> / <a href="https://unsplash.com/?utm_source=unsplash&amp;utm_medium=referral&amp;utm_content=creditCopyText">Unsplash</a>)

Dreszczyk, który odczuwamy, gdy kupujemy nowe buty albo jemy wyszukany deser, należy do jednego z dwóch rodzajów szczęścia (Jon Cellier / Unsplash)

Hedonistyczny kierat

Biorąc pod uwagę ilość oraz intensywność doznań hedonistycznych, jakie mamy do dyspozycji, życie nigdy nie było lepsze. Mamy łatwy dostęp do całej gamy przyjemności, które w przeszłości były nieosiągalne nawet dla największych królów.

Dlaczego więc nie jesteśmy najszczęśliwszą kulturą w historii świata? Współczesna apatia, obawy i depresje nie są jedynie powiązane z brakiem eudajmonii. Powoduje je również wyczerpanie się samego hedonizmu.

Psychologowie nazywają to hedonistycznym kieratem. Określa to przyjemność, jaką początkowo odczuwamy z posiadania jakiejś rzeczy czy wykonywania działania, ale z czasem to doznanie staje się coraz słabsze i zanika. Ostatecznie przyzwyczajamy się do tej rzeczy lub czynności i tym samym ów niezawodny dotąd wyzwalacz szczęścia nie wzbudza w nas już więcej dreszczyku emocji. Niczym w kieracie chodzimy za doznaniem, którego nigdy nie osiągniemy. Uzależnieni od heroiny nazywają takie działanie ściganiem smoka. Bez względu na to, czy chodzi o narkotyki, słodkie smakołyki, czy jakieś inne rzeczy, po które kompulsywnie sięgamy z myślą o lepszym samopoczuciu, zasada jest taka sama.

I nie odnosi się ona tylko do wad. Powiedzmy, że dostajesz lepiej płatną pracę, większy dom czy bardziej odjazdowy samochód. Takie podniesienie standardu uczyni cię szczęśliwym przez chwilę, lecz później staje się to nową normalnością. Nie będziesz czerpać z tego już więcej poczucia satysfakcji, ponieważ nasza percepcja nastawiona jest na wychwytywanie zmian.

Zapamiętajmy: we wspomnieniach przywołujemy tylko momenty, które cechowały się intensywnymi odczuciami – dlatego pozytywne rzeczy, które zdarzały się kiedyś w naszym życiu, ostatecznie zaczniemy uznawać za coś oczywistego.

Transcendentne dążenia

Istnieją jednak takie szczytowe momenty, o które możemy zabiegać, gdyż wykazane zostało, że są niezawodne w trwałym dostarczaniu nam szczęścia. Miron-Shatz w ramach badań autorskich zapytała grupę kobiet z Ohio, aby podały, które chwile w trakcie ich dnia mają szczególnie duże znaczenie. Kiedy jej zespół przeanalizował, które z wymienionych momentów szczytowych były wspólne dla wszystkich badanych, na samej górze listy pojawiły się: praktyki religijne, modlitwa i hobby.

Praktyki religijne, modlitwa i hobby są niezawodne w trwałym dostarczaniu nam szczęścia (<a href="https://unsplash.com/photos/_W8jM2LOQkQ?utm_source=unsplash&amp;utm_medium=referral&amp;utm_content=creditCopyText">Ben White</a> / <a href="https://unsplash.com/?utm_source=unsplash&amp;utm_medium=referral&amp;utm_content=creditCopyText">Unsplash</a>)

Praktyki religijne, modlitwa i hobby są niezawodne w trwałym dostarczaniu nam szczęścia (Ben White / Unsplash)

„Myślę, że jest tak dlatego, że te rzeczy nas uwznioślają. Wynoszą nas ponad codzienność” – powiedziała. „Inną rzeczą, jaka je łączy, jest to, że są one czynnościami dobrowolnymi”.

Poczucie wolności zajmuje wysokie miejsce w badaniach nad szczęściem. Być może dlatego coś tak ograniczającego jak dojeżdżanie do pracy jest ulokowane bardzo nisko. W badaniach Kahnemana codzienne dojazdy do pracy, tam i z powrotem, były aktywnością, którą ludzie uznawali za najbardziej znienawidzoną.

Dokuczliwy sceptycyzm

Na tym nie koniec, gdyż naukowcy szukający przepisu na szczęście odkryli, że złe doświadczenia mają większy wpływ na ocenę naszych przeżyć niż te dobre. W artykule z 2001 roku opublikowanym w „Review of General Psychology” pt. „Bad is Stronger than Good” (pol. „Złe jest silniejsze od dobrego”) profesorowie psychologii z Case Western Reserve University zgłębili działanie tego wzorca.

„Nie oznacza to, że zło zawsze odniesie zwycięstwo nad dobrem, wieszcząc zgubę i nieszczęścia dla rodzaju ludzkiego. To raczej dobro może zapanować nad złem poprzez nadrzędną siłę liczb: wiele dobrych wydarzeń potrafi pokonać psychologiczny efekt jednego złego wydarzenia. Kiedy jednak obecna jest równa ilość dobrych i złych zdarzeń, efekty psychologiczne tych złych przeważą nad dobrymi” – napisali badacze.

Niektórzy psychologowie wyjaśniają to zjawisko jako mechanizm przetrwania. Miło jest czuć się dobrze, lecz na nasze odczucia większy wpływ mają złe chwile, abyśmy byli uważni i unikali tego bólu w przyszłości.

Zjawisko to może też wiązać się ze skłonnością do częstszego myślenia negatywnego niż pozytywnego.

Niezależnie od powodu istnieją rzeczy, które możemy zrobić, aby bilans szczęścia był dla nas korzystny.

Zwracanie się w stronę szczęścia

Pozytywne myślenie jest czymś wspaniałym. Miron-Shatz, która kieruje obecnie Buddy&Soul, internetową platformą rozwoju osobistego, twierdzi, że nauczenie się wyliczania błogosławieństw, jakich doświadczyliśmy, rzeczywiście może pomóc w pozytywniejszym spojrzeniu na nasz dzień. Dlatego nawet gdy przytrafia się nam coś złego, przyglądnijmy się wszystkiemu, co dobre w naszym życiu, gdyż będzie to mogło załagodzić tamtą nieprzyjemność.

Co więcej, w kierunku pozytywnego myślenia nie zwracajmy się tylko wtedy, kiedy czasy są ciężkie. Wraz z nieustannym ćwiczeniem tej umiejętności będziemy mogli nauczyć się wzmacniania siły naszego zrozumienia świata.

„Za pomocą dziennika pozytywnego myślenia wyrobimy w sobie nawyk szukania w swoim życiu tego, za co jesteśmy wdzięczni, zamiast wyciągania spraw, na które mamy zamiar narzekać” – powiedziała.

Nauczenie się wyliczania błogosławieństw, jakich doświadczyliśmy, rzeczywiście może pomóc w pozytywniejszym spojrzeniu na nasz dzień (<a href="https://unsplash.com/photos/M4lve6jR26E?utm_source=unsplash&amp;utm_medium=referral&amp;utm_content=creditCopyText">Gabrielle Henderson</a> / <a href="https://unsplash.com/?utm_source=unsplash&amp;utm_medium=referral&amp;utm_content=creditCopyText">Unsplash</a>)

Nauczenie się wyliczania błogosławieństw, jakich doświadczyliśmy, rzeczywiście może pomóc w pozytywniejszym spojrzeniu na nasz dzień (Gabrielle Henderson / Unsplash)

Innym, potwierdzonym w badaniach sposobem na zmniejszenie ciężarów, jakie prowadzą do poczucia braku szczęścia, jest bezpieczeństwo finansowe.

Początkowo może się wydawać, że stoi to w sprzeczności ze starym powiedzeniem, iż pieniądze szczęścia nie dają. Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że ta przenośnia odnosi się do uczucia niespełnienia wynikającego z robienia hedonistycznych zakupów. Prawdziwą siłą bogactwa jest to, że pomaga nam ono unikać stresu i trudnych czasów, które mogłyby doszczętnie zepsuć nam nastrój.

Milo jest kupić sobie coś małego, kiedy mamy kiepski nastrój. Jeśli jednak masz mniej pieniędzy, to musisz ograniczyć luksusy oraz kupowanie pod wpływem impulsu na rzecz bardziej praktycznych zakupów. Fakt, że będziemy w stanie opłacać swoje rachunki bez większego popadania w długi, przyniesie nam szczęście na dłużej lub przynajmniej uczyni nas mniej nieszczęśliwymi.

Trzecim potężnym instrumentem w uczynieniu życia szczęśliwszym jest nauczenie się, w jaki sposób lepiej interpretować wydarzenia, które nam się przydarzają. Przykładowo: jeśli czujesz, że twój dzień został totalnie zrujnowany tylko dlatego, że w restauracji podano ci nie to danie, jakie zamówiłeś, to przemyśl, w jaki sposób podszedłeś do tego wydarzenia.

Prawdopodobnie całe zamieszanie wyniknęło z najprawdziwszej pomyłki i nie było wymierzonym w ciebie atakiem, chociaż początkowo mogłeś to tak zinterpretować.

Pomoże nam również umiejscowienie negatywnych zdarzeń w szerszym kontekście. Obecnie możesz postrzegać daną sytuację, jako coś strasznego, jak np. stanowiący wyzwanie projekt w pracy, ale w przyszłości może on stać się źródłem dumy. Z kolei wydarzenie, które wprawiło cię w zakłopotanie, możesz zacząć postrzegać jako nic nie znaczące, jeśli tylko spojrzysz na nie z punktu widzenia tego, co będziesz o nim myśleć za rok.

W tej metodzie nie chodzi o zmianę rzeczywistości, ale o ujęcie danego zdarzenia w nowe ramy i rozpatrzenie danego problemu z innego punktu widzenia.

„Zapytaj siebie: ‘Czy mogę spojrzeć na to jakoś inaczej?’. Jeśli to zrobisz, poczujesz ulgę” – powiedziała Miron-Shatz. „Nie musisz niczego upiększać, jednak to, w jaki sposób postrzegasz dziejące się wokół ciebie wydarzenia, i to, czy potrafisz się nimi nie przejmować, może mieć wielkie znaczenie”.

A przede wszystkim nie zaniedbuj eudajmonii. Nasze poszukiwanie sensu życia, przynależności i robienia tego, co właściwe, może nam nie przynieść błyskawicznej ulgi i zaspokojenia hedonistycznych pragnień, natomiast wyższy poziom samospełnienia naprawdę sprawi, że nasz duch się uwzniośli.

Tekst oryginalny ukazał się w anglojęzycznej edycji „The Epoch Times” dnia 2019-02-13, link do artykułu: https://www.theepochtimes.com/the-two-levels-of-happiness_2792726.html

Tagi:

Wykorzystujemy pliki cookies, by dowiedzieć się, w jaki sposób użytkownicy korzystają z naszej strony internetowej i móc usprawnić korzystanie z niej. Dalsze korzystanie z tej strony internetowej jest jednoznaczne z zaakceptowaniem polityki cookies, aktualnej polityki prywatności i aktualnych warunków użytkowania. Więcej informacji Akceptuję