W Krakowie z serca popłynęła cała Aleja Złotych Serc. Kolejny fragment ścieżki sensorycznej jest już gotowy

„Tak się zdarza, że czasem jest dużo ludzi o złotych sercach”. Na zdjęciu fragment trzeciej, otwartej we wrześniu, strefy Alei Złotych Serc, czyli ścieżki sensorycznej, która powstaje przy Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących przy ul. Tynieckiej w Krakowie (dzięki uprzejmości Agnieszki Rzehak)

„Tak się zdarza, że czasem jest dużo ludzi o złotych sercach”. Na zdjęciu fragment trzeciej, otwartej we wrześniu, strefy Alei Złotych Serc, czyli ścieżki sensorycznej, która powstaje przy Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących przy ul. Tynieckiej w Krakowie (dzięki uprzejmości Agnieszki Rzehak)

Krakowska ścieżka sensoryczna to następny przykład na to, że chcieć znaczy móc, oraz dowód, że nie brakuje ludzi dobrej woli. 20 września w ogrodzie przy Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących przy ul. Tynieckiej w Krakowie otworzono kolejny odcinek Alei Złotych Serc. Dzięki niej dzieci i młodzież z dysfunkcją wzroku mogą doświadczać świata, angażując różne zmysły. Brakuje jeszcze tylko piątego odcinka ścieżki.

Przemierzając góry i rzeki w przyszkolnym ogrodzie

Ostatnio otwarta trzecia strefa nie otrzymała jeszcze od dzieci nazwy, na razie umownie jest zwana górską. W wywiadzie dla „The Epoch Times” Agnieszka Rzehak, inicjatorka przedsięwzięcia, założycielka Fundacji Edukacyjnej Dialog, twierdzi, że ten odcinek ścieżki jest dużo trudniejszy niż pozostałe, uczy orientacji w zupełnie innym terenie, bardziej wymagającym uwagi.

Trzecia strefa Alei Złotych Serc na razie jest nazywana górską (dzięki uprzejmości Agnieszki Rzehak)

Trzecia strefa Alei Złotych Serc na razie jest nazywana górską (dzięki uprzejmości Agnieszki Rzehak)

– Znajdują się tam równoważnia z głazu granitowego, dno Dunajca, dno Raby, ale mamy też Góry Stołowe w postaci Błędnych Skał w ogromnej miniaturze, bo to jest siedem głazów tworzących labirynt. Są schody jak na Szczeliniec, z przepięknych zielonych serpentynitów. One są różnej wielkości i wysokości – mówi.

Jak wyjaśnia, to bardzo ważny element ścieżki, ponieważ dzieci znają schody z wydłużonym krokiem oraz tradycyjne, jednakowe 20-centymetrowe, i swobodnie po nich się poruszają, a te na ścieżce są nierówne.

– Tak jak jest w górach. Trzeba być przygotowanym na to, że miejsce podparcia stopy może się znajdować gdzie indziej, niż sobie wyliczymy, i należy uważać, żeby było bezpiecznie, by nie spaść – opowiada.

Rzehak wspomina, że nawet goście będący na otwarciu zauważyli, że przejście po otoczakach z zamkniętymi oczami jest ogromnym wyzwaniem.

– Nie dość, że są okrągłe, to jeszcze dość duże. Taki jeden kamień ma średnicę 20-30 cm – to tak, jakby przeciąć piłkę i po tym chodzić – mówi.

Jak zapewnia, ścieżka jest tak skonstruowana, żeby zapewnić bezpieczeństwo dzieciom, a jednocześnie pokazać, że trzeba być przygotowanym na trudne miejsca.

Na tym odcinku uruchamiającym logiczne i abstrakcyjne myślenie umieszczone są trzy tablice edukacyjne: zegar, liczydło i labirynt.

Tak jak w górach – w trzeciej strefie trzeba być przygotowanym na różnego rodzaju podłoże (dzięki uprzejmości Agnieszki Rzehak)

Tak jak w górach – w trzeciej strefie trzeba być przygotowanym na różnego rodzaju podłoże (dzięki uprzejmości Agnieszki Rzehak)

Trzecia strefa, która ufundowana jest przez jednego sponsora – Fundację Auchan, została wybudowana jako czwarta w kolejności.
Pięcioetapowa ścieżka, zaplanowana na ok. 200 m, została zaprojektowana w taki sposób, by jak tłumaczy Agnieszka Rzehak, poszczególne jej fragmenty mogły powstawać niezależnie od siebie, w miarę dostępności środków i materiałów.
– Dlatego najpierw była wybudowana pierwsza strefa, po niej czwarta. Później jesienią budowaliśmy strefę drugą. Niestety, poprzedni wykonawca popełnił szereg błędów i inspektor nadzoru budowlanego zatrzymał nam budowę. Dokończył ją wykonawca, który robi pozostałe cztery fragmenty. Teraz zakończyliśmy realizację strefy trzeciej – opowiada pomysłodawczyni.

„Czasem jest dużo ludzi o złotych sercach”

Chociaż pomysł wybudowania ścieżki wydawał się bardzo atrakcyjny, zwłaszcza że na Zachodzie od wielu lat powstają tego typu miejsca, a w Polsce istnieje w Owińskach pod Poznaniem kilkuhektarowy Park Orientacji Przestrzennej, jak opowiada Agnieszka Rzehak, szkoła nie dysponowała środkami na taką inwestycję. Pomysłodawczyni nie poddała się, wierząc, że projekt uda się zrealizować.

Agnieszka Rzehak jest także mamą uczennicy krakowskiego ośrodka dla dzieci z dysfunkcją wzroku. Marzyła, by stworzyć tamtejszym dzieciom miejsce, w którym poprzez zabawę będą się uczyć i poznawać różnorodne aspekty przestrzeni, aby w przyszłości lepiej potrafiły się odnaleźć w otoczeniu.

Do tej pory dzięki bezinteresownym osobom udało się zebrać ok. 120 tys. złotych, z których sfinansowano cztery fragmenty ścieżki.

– Bardzo nam pomogły listy, słowa poparcia od osób znanych m.in. od Jurka Owsiaka, Wojtka Smarzowskiego, Michała Rusinka, Agaty Kuleszy, Ewy Wachowicz, Rafała Sonika, Grzegorza Turnaua, Andrzeja Sikorowskiego, Piotra Ferstera, Jacka Królika, Ryszarda Sygitowicza i innych artystów. Udało mi się przekonać do tego projektu też m.in. konsula generalnego Niemiec dr. Michaela Großa, który z kolei przekonał prezesa DFB (Niemieckiego Związku Piłki Nożnej) – wymienia.

To, jak wyjaśnia Agnieszka Rzehak, sprawiło, że przedsięwzięcie stało się bardziej wiarygodne i dołączyło do niego więcej osób i firm. – Osoby, które zaczęły nas wspierać, ruszyły lawinę ludzi, którzy widzą, że ta inicjatywa ma sens, i pragną nam pomóc. Nawet nie chcą, żeby specjalnie o nich pisać, wolą pozostać anonimowi. Dają środki finansowe, materiały czy upusty. Tak się zdarza, że czasem jest dużo ludzi o złotych sercach – dodaje.

W całe przedsięwzięcie zaangażowali się wolontariusze i pracownicy szkoły, którzy w czasie wolnym pomagali przy pracach porządkowych, wywożeniu gruzu.

Zbiórka na ostatni etap

Przedstawicielka Fundacji ma nadzieję, że i przy budowie ostatniego, najdroższego odcinka nie zabraknie ludzi dobrej woli i uda się dokończyć ścieżkę sensoryczną. Potrzeba jeszcze ok. 75 tys. zł.
– Na ostatnią strefę nie ma jeszcze środków. Liczymy na to, że uda się je zdobyć. Mnóstwo ludzi wpłacało po niewielkiej kwocie 20-30 zł, ale w sumie pozwoliło to nam zebrać ok. 120 tys. zł. Myślę, że i tym razem się uda.

Dzwony rurowe na chodniku przy Uniwersytecie Xavier w Nowym Orleanie. Zdjęcie ilustracyjne (Bart Everson – Flickr: Chimes, CC BY 2.0 / <a href="https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=19408412">Wikimedia</a>)

Dzwony rurowe na chodniku przy Uniwersytecie Xavier w Nowym Orleanie. Zdjęcie ilustracyjne (Bart Everson – Flickr: Chimes, CC BY 2.0 / Wikimedia)

Piąta część Alei Złotych Serc jest strefą dźwięku, będzie do niej prowadziła wąska ścieżka z trzema pergolami, gdzie najprawdopodobniej zostaną posadzone winogrona, kiwi i rośliny dzwonkowate. Zakończy się wyspą. – Na niej będą instrumenty muzyczne i rośliny szumiące: bambusy, trawy wysokie i inne rośliny, które wydają dźwięki, np. piękne miechunki, które w środku mają nasionka jak grzechotki – zapowiada Agnieszka Rzehak.

Najkosztowniejsze są dzwony rurowe, to koszt ok. 20 tys., i telegrafy akustyczne, jeden kosztuje ok. 6 tys.

Jak tłumaczy założycielka Fundacji, to nie tylko zabawa. Telegraf, zwany też rurą akustyczną, doskonale ćwiczy orientację w przestrzeni na podstawie dźwięków, co przydaje się później w życiu codziennym, gdy trzeba rozpoznać, skąd nadjeżdża pociąg, samochód, z której strony nas ktoś woła, czy obok jest bezpiecznie.

– To jest urządzenie w postaci tuby, do której się mówi, a druga tuba wychodzi kawałek dalej i inna osoba to słyszy. Pomysł jest taki, żeby były wejścia do tych tub z jednej strony, a wyjścia w różnych miejscach. Osoba mówiąca nie podaje, do której tuby mówi, a inne dziecko musi odnaleźć źródło dźwięku.

W 2017 roku powstały pierwsze odcinki Alei Złotych Serc

Każdy z nich jest zróżnicowany pod względem trudności, ponieważ jak podaje Agnieszka Rzehak, w ośrodku są podopieczni od 6. do 24. roku życia. Uczą się tam także dzieci, które oprócz dysfunkcji wzroku mają inne sprzężone niepełnosprawności.

Faktura podłoża – to, do czego osoby widzące przykładają zazwyczaj dużo mniejszą wagę – może stać się dla niewidomych cennym źródłem informacji o miejscu, w którym się znajdują.

Strefa pierwsza, którą dzieci nazwały ścieżką dotyku, to kręta aleja zaprojektowana z myślą głównie o najmłodszych i osobach z zaburzeniami orientacji. Tworzą ją różnego rodzaju powierzchnie, np. z kory, mchu, piasku lub żwiru.
Następnym etapem ścieżki jest strefa zapachu, która została skonstruowana w taki sposób, by mogli z niej korzystać podopieczni z niepełnosprawnością ruchową. Zbudowano w niej specjalną podniesioną rabatę z cegły, żeby dzieci na wózkach też miały możliwość dotknięcia i powąchania kwiatów, ziemi, kory, którą się podsypuje sadzonki. Co więcej, niektórych roślin będzie można nawet popróbować. Jak wylicza Agnieszka Rzehak, rosną tam różnokształtne rośliny, gładkie, pokryte meszkiem, miękkie jak wełnowce, ale również kłujące róże, a nawet parzące pokrzywy.

Strefę pierwszą, czyli ścieżkę dotyku, tworzą różnego rodzaju powierzchnie, np. z kory, mchu, piasku lub żwiru (dzięki uprzejmości Agnieszki Rzehak)

Strefę pierwszą, czyli ścieżkę dotyku, tworzą różnego rodzaju powierzchnie, np. z kory, mchu, piasku lub żwiru (dzięki uprzejmości Agnieszki Rzehak)

Pomysłodawczyni ścieżki zaznacza, że nie dziwi fakt, iż większość rodziców stara się chronić dzieci przed niebezpieczeństwami, ale kiedyś przecież mogą one natrafić np. na pokrzywę i jeśli nie będą jej znały, taka roślina może je wystraszyć. Dlatego właśnie powstało takie miejsce, gdzie uczniowie mają szansę oswoić się z naturalnym, nie zawsze przyjaznym otoczeniem.

Zasadzono rośliny o pięknych zapachach, ale i te o brzydkiej woni, małych i dużych pąkach.
Na tym odcinku postawiono fontannę, której szum, jak mówi Rzehak, ma nie tylko koić, relaksować, być dla nastolatków miejscem marzeń o pierwszych miłościach i romantycznych spotkaniach, lecz także punktem, w którym oczekujący na dzieci rodzice chociaż przez chwilę mogą się odprężyć.

Agnieszka Rzehak marzyła, by stworzyć dzieciom z krakowskiego ośrodka miejsce, w którym poprzez zabawę będą się uczyć i poznawać różnorodne aspekty przestrzeni, aby w przyszłości lepiej radziły sobie w otoczeniu (dzięki uprzejmości Agnieszki Rzehak)

Agnieszka Rzehak marzyła, by stworzyć dzieciom z krakowskiego ośrodka miejsce, w którym poprzez zabawę będą się uczyć i poznawać różnorodne aspekty przestrzeni, aby w przyszłości lepiej radziły sobie w otoczeniu (dzięki uprzejmości Agnieszki Rzehak)

Założycielka Fundacji Edukacyjnej Dialog podkreśla także, że dzieci będą mogły dotykać spływającej wody, poczuć różnicę temperatur między wilgotnym, chłodnym kamieniem, a tym suchym, nagrzanym przez słońce.

W czwartej strefie na dzieci czekają kolejne wyzwania. Znalazł się tam m.in. odcinek z kostki falistej. Zdaniem Agnieszki Rzehak można go sobie wyobrazić jako morskie fale zastygłe w betonowej kostce z czterema garbami i trzema dołkami. To zaskakuje i wymaga nie lada koncentracji przy przejściu tego odcinka bez możliwości obserwacji podłoża. Następnie przechodzi się schodkami do labiryntu. Powstał również most birmański – rozpięte na stalowych słupkach liny na wysokości ok. 40 cm.

Rozmówczyni zwraca uwagę: – Większość dzieci niewidomych nie potrafi się w ten sposób poruszać, my to nazywamy krakowiakiem, krokiem przesuwnym – odstaw, dostaw. Wytłumaczyć dziecku, jak ma się przesuwać, często jest wyzwaniem dla terapeuty. A czasem tak właśnie trzeba przejść, gdzieś nad rzeką w górach, i jest to trudne. Dlatego ćwiczenie tego na moście birmańskim jest bardzo ważne. Agnieszka Rzehak dodaje przy tym, że: – Posuwistość nie jest naturalnym sposobem poruszania się.

Z tego właśnie względu dla osób z dysfunkcją wzroku krok przesuwny może początkowo stanowić problem. Według ekspertki chodzi o propriocepcję, czucie głębokie, czyli zmysł pozwalający na orientację, jak w przestrzeni ułożone są części własnego ciała.

– Jadąc na rowerze, gdy skręcamy, przechylamy się naturalnie w tę stronę. U osoby niewidomej nie jest to naturalne i tego nie zrobi. Tak samo jest z krokiem przesuwnym. Widzimy, że trzeba przejść bokiem i nogi się tak ustawiają, a u osoby niewidomej naturalny jest tylko krok w przód i ewentualnie w tył, ale badanie podłoża, odnalezienie stopą miejsca odbywa się zawsze do przodu, a w bok już nie – podsumowuje.

Więcej informacji na temat Alei Złotych Serc można znaleźć pod adresem: facebook.com/alejazlotychserc.

Źródła: facebook.com/alejazlotychserc, Rynek Zdrowia, PAP.

Tagi:

Wykorzystujemy pliki cookies, by dowiedzieć się, w jaki sposób użytkownicy korzystają z naszej strony internetowej i móc usprawnić korzystanie z niej. Dalsze korzystanie z tej strony internetowej jest jednoznaczne z zaakceptowaniem polityki cookies, aktualnej polityki prywatności i aktualnych warunków użytkowania. Więcej informacji Akceptuję