Władze Hongkongu formalnie wycofały projekt, który doprowadził do protestów

Sekretarz ds. bezpieczeństwa we władzach Hongkongu John Lee podczas sesji Rady Legislacyjnej ogłasza formalne wycofanie ustawy o ekstradycji, Hongkong, 23.10.2019 r. (LYNN BO BO/PAP/EPA)

Sekretarz ds. bezpieczeństwa we władzach Hongkongu John Lee podczas sesji Rady Legislacyjnej ogłasza formalne wycofanie ustawy o ekstradycji, Hongkong, 23.10.2019 r. (LYNN BO BO/PAP/EPA)

Władze Hongkongu formalnie wycofały w środę z regionalnego parlamentu projekt nowelizacji prawa ekstradycyjnego, który był bezpośrednią przyczyną trwających od czerwca masowych protestów. Był to jeden z głównych postulatów zgłaszanych przez protestujących. Jednak dla wielu z nich była to decyzja spóźniona.

Po południu 23 października podczas sesji w Radzie Legislacyjnej John Lee, sekretarz ds. bezpieczeństwa w hongkońskich władzach, formalnie ogłosił wycofanie ustawy o ekstradycji.

Według stacji RTHK Carrie Lam, szefowa administracji, nie uczestniczyła w sesji, obecnych było jednak wielu jej ministrów.

Sama sesja nie trwała długo, ponieważ kilku prodemokratycznych ustawodawców wykrzykiwało hasła w kierunku Lee, wzywając go do rezygnacji. Nawoływali także, by ustąpiła Teresa Cheng, sekretarz ds. sprawiedliwości.

Decyzja spóźniona o miesiące

Wycofanie projektu raczej nie powstrzyma protestów, ponieważ władze Hongkongu nie przychyliły się do żadnego z czterech pozostałych postulatów. Demonstranci żądają m.in. demokratycznych wyborów władz regionu i niezależnego śledztwa w sprawie nadużywania siły przez policję.

Jeremy Tam, ustawodawca Partii Obywatelskiej (ang. Civic Party), napisał na Facebooku, że wycofanie ustawy nastąpiło o cztery miesiące za późno. Dodał, że Hongkong byłby dzisiaj inny, gdyby Lam zareagowała na [głosy] opinii publicznej i wycofała projekt w czerwcu.

Lo Kin-hei, wiceprzewodniczący Partii Demokratycznej (ang. Democratic Party), napisał na swoim koncie na Twitterze, że ustawa o ekstradycji ma teraz „zerowe znaczenie” i protesty będą kontynuowane.

Agnes Chow, aktywistka i członkini partii demokratycznej Demosisto, napisała na Twitterze, że wycofanie projektu nowelizacji przyszło „naprawdę za późno”, nie można już zliczyć, „ile osób popełniło samobójstwo, zostało poważnie rannych, straciło oczy, doświadczyło przemocy seksualnej, zostało pobitych lub aresztowanych” w ciągu ostatnich czterech miesięcy.

W toku protestów policja zatrzymała już co najmniej 2,6 tys. osób. Części z nich postawiono zarzuty udziału w zamieszkach, za co grozi do 10 lat więzienia. Funkcjonariusze postrzelili też dwóch nastoletnich demonstrantów ostrą amunicją, a tysiące innych osób, w tym setki policjantów, odniosły obrażenia w starciach ulicznych.

Protestujący trzymają plakaty i flagi podczas wiecu wzywającego Wielką Brytanię do wsparcia Hongkongu, przed Konsulatem Generalnym Wielkiej Brytanii w Hongkongu, 23.10.2019 r.<br/>(LYNN BOBO/PAP/EPA)

Protestujący trzymają plakaty i flagi podczas wiecu wzywającego Wielką Brytanię do wsparcia Hongkongu, przed Konsulatem Generalnym Wielkiej Brytanii w Hongkongu, 23.10.2019 r.
(LYNN BOBO/PAP/EPA)

Obywatelski Front Praw Człowieka (ang. Civil Human Rights Front), w ostatnich miesiącach główny organizator wielu marszów, w których uczestniczyły setki tysięcy osób, napisał na swojej stronie na Facebooku, że ustawę można wycofać, ale szkody w Hongkongu są nieodwracalne.

Podejrzani nie mogliby liczyć na uczciwy proces

Projekt nowelizacji dwóch aktów prawnych regulujących współpracę władz Hongkongu z organami ścigania innych państw i regionów przewidywał m.in. możliwość ekstradycji podejrzanych do Chin kontynentalnych oraz konfiskaty i zamrażania aktywów w Hongkongu na wniosek chińskich urzędów.

Zapisy te wzbudziły sprzeciw wśród społeczeństwa Hongkongu. Wielu mieszkańców regionu nie ufa chińskiemu wymiarowi sprawiedliwości, podporządkowanemu rządzącej Komunistycznej Partii Chin (KPCh). Według krytyków w przypadku ekstradycji na kontynent podejrzani nie mogliby liczyć na uczciwy proces sądowy.

Szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam początkowo forsowała jednak ten projekt, mimo że w proteście przeciwko niemu na ulice wyszły setki tysięcy osób. Dopiero po okupacji okolic parlamentu i pierwszych starciach z policją 12 czerwca Lam zawiesiła prace nad projektem, a później ogłosiła, że „jest martwy”.

W obliczu coraz gwałtowniejszych protestów szefowa administracji obiecała, że projekt zostanie wycofany, gdy w październiku lokalny parlament zbierze się ponownie po wakacyjnej przerwie. W środę formalnie uczynił to sekretarz ds. bezpieczeństwa John Lee.

Lam wykluczyła jednak inne ustępstwa wobec protestujących, a w ogłoszonym niedawno programie polityki na przyszły rok nie odniosła się do żadnego z ich postulatów. Na początku października sięgnęła również po kolonialne regulacje kryzysowe, by z pominięciem normalnego procesu ustawodawczego wprowadzić zakaz zakrywania twarzy podczas demonstracji. Doprowadziło to do kolejnej eskalacji przemocy na ulicach.

Oprócz wycofania projektu nowelizacji prawa ekstradycyjnego protestujący domagają się demokratycznych wyborów szefa władz regionu i wszystkich posłów lokalnego parlamentu, amnestii dla wszystkich zatrzymanych demonstrantów, nienazywania protestów zamieszkami oraz powołania niezależnej komisji śledczej do zbadania działań władz i policji, której zarzucają brutalność i używanie nadmiernej siły.

Źródła: PAP, In Hong Kong, Many Say the Formal Withdrawal of Extradition Bill Came Too Late.

Tagi:

Wykorzystujemy pliki cookies, by dowiedzieć się, w jaki sposób użytkownicy korzystają z naszej strony internetowej i móc usprawnić korzystanie z niej. Dalsze korzystanie z tej strony internetowej jest jednoznaczne z zaakceptowaniem polityki cookies, aktualnej polityki prywatności i aktualnych warunków użytkowania. Więcej informacji Akceptuję