Przedświąteczne pułapki. Zwróćmy uwagę, czym obdarujemy bliskich w święta

Więźniowie pracują w więziennej szwalni, okręg miejski Chongqing w Chinach, 7.03.2008 r. (China Photos / Getty Images)

Więźniowie pracują w więziennej szwalni, okręg miejski Chongqing w Chinach, 7.03.2008 r. (China Photos / Getty Images)

Zbliżają się święta – czas, w którym szczególnie myślimy o bliskich, jesteśmy otwarci na drugiego człowieka. Wysyłamy życzenia, kupujemy prezenty, ozdoby, ubieramy choinkę. Wszystko po to, by stworzyć wyjątkową atmosferę. Wybierając kartki, dekoracje i upominki, zwróćmy uwagę, gdzie zostały wyprodukowane, bo część z nich może pochodzić z chińskich obozów pracy.

Prośba o pomoc

W ferworze świątecznych przygotowań, pamiętajmy nie tylko o naszych najbliższych. Starajmy się dokonywać zakupów świadomie, byśmy po tym mieli „czyste sumienie”, a wybrane przez nas ozdoby, kartki nie były tymi okupionymi niewolniczą pracą i cierpieniem innych osób.

Co jakiś czas przy produktach importowanych z Chińskiej Republiki Ludowej ludzie znajdują poruszające wiadomości od więźniów skazanych przez chiński reżim.

Jedną z najbardziej znanych historii jest ta dotycząca nieżyjącego już Suna Yi, który za duchowe przekonania był przetrzymywany i torturowany w obozie pracy w Masanjia. Napisany przez niego list SOS znalazła w pudełku z dekoracjami na Halloween Julie Keith ze Stanów Zjednoczonych w 2012 roku. Historia doczekała się nawet ekranizacji.

„Tysiące ludzi, którzy są tu prześladowani przez rządzącą Komunistyczną Partię Chin, będą ci dziękować i pamiętać cię na zawsze” – napisał Sun Yi w liście.

W grudniu 2019 roku świat otrzymał kolejny dowód, że władze w Chinach systematycznie naruszają prawa człowieka. Na Zachód dotarła dramatyczna prośba o pomoc od zagranicznych więźniów osadzonych w chińskim areszcie w Qingpu w gminie Szanghaj.

Florence Widdicombe z Londy miała wtedy 6 lat. Dziewczynka znalazła wiadomość od więźniów ukrytą w pudełku z dobroczynnymi kartkami świątecznymi, które jej rodzina kupiła w Tesco. Autor napisał, że są zmuszani do pracy wbrew swojej woli i prosił, aby poinformowano o tym organizacje działające na rzecz obrony praw człowieka oraz nawiązano kontakt z dziennikarzem Peterem Humphreyem.

Humphrey, który spędził 23 miesiące właśnie w areszcie Qingpu, skontaktował się z z byłymi współwięźniami. Jeden z nich potwierdził informację, że zagraniczni więźniowie pracują przy kartkach dla Tesco i trwa to od co najmniej dwóch lat.

Firma Tesco wydała oświadczenie, w którym napisała, że sprzeciwia się korzystaniu z przymusowej pracy więźniów. Poinformowała również o zawieszeniu współpracy z fabryką produkującą kartki charytatywne i o rozpoczęciu wewnętrznego dochodzenia w tej sprawie.

Lampki świąteczne prosto z piekła

Dziś Luo Zizhao jest uznanym i nagradzanym szefem kuchni w Nowym Jorku. Jednak zanim udało mu się wyjechać do Stanów Zjednoczonych i na nowo poczuć smak wolności, przeszedł gehennę w chińskim więzieniu, gdzie reżim wtrącił go za to, że pragnął żyć według zasad prawdy, życzliwości i cierpliwości, głównych zasad duchowej dyscypliny Falun Gong, znanej również jako Falun Dafa.

Był torturowany i zmuszany do pracy.

W jednym z wywiadów Luo Zizhao, który w 2000 roku został osadzony w areszcie Shunde District Detention Center w prowincji Guangdong, powiedział, że był tam zmuszany do składania produktów przeznaczonych na eksport, m.in. lampek bożonarodzeniowych.

Opowiadał, że gdy podłączał przewody do lampek, „często przecinał sobie palce, ponieważ niektóre elementy miały bardzo ostre miedziane blaszki. Z powodu wykonywanej pracy przymusowej wszystkie palce u rąk krwawiły mu i ropiały”.

Luo Zizhao, szef kuchni w restauracji na Manhattanie, Nowy Jork, 17.02.2014 r.<br/>(©The Epoch Times / <a href="https://www.theepochtimes.com/">Petr Svab</a>)

Luo Zizhao, szef kuchni w restauracji na Manhattanie, Nowy Jork, 17.02.2014 r.
(©The Epoch Times / Petr Svab)

Chińskie produkty bardzo często powstają w więzieniach, gdzie osadzeni są zmuszani do ponad 15-godzinnej katorżniczej pracy, w kontakcie ze szkodliwymi dla zdrowia oparami m.in. kleju.

W areszcie dla kobiet w Liaoning (ang. Liaoning Women’s Prison), znajdującym się w mieście Shenyang w północno-wschodnich Chinach, premie strażników więziennych były uzależnione od wyników produkcji. Z tego powodu stosowali oni wszelkie metody, by osadzone pracowały jeszcze wydajniej.

Li Dianqin przebywała tam z przerwami niemal trzy lata. Była przymuszana do szycia taniej odzieży po około 17 godzin dziennie. Pracowała za darmo i była karana przez strażników więziennych, jeśli nie wyrobiła limitów produkcyjnych.

Li opowiadała, że kiedyś zmuszono zespół około 60 osób, które nie mogły wyrobić wymaganej normy do pracy przez trzy dni bez przerwy, bez możliwości skorzystania z toalety czy zjedzenia posiłku. Strażnicy za każdym razem, gdy więźniarki przysypiały, razili je pałkami elektrycznymi.

Określiła to więzienie jako „miejsce nie dla ludzi”.

„Aresztują cię i zmuszają do pracy. Jesz jedzenie, które jest nie lepsze od paszy dla świń, i pracujesz jak zwierzęta” – powiedziała.

Więźniowie odbywają zmienioną karę w więzieniu Hongshan, prowincja Hubei, Chiny, 10.12.2004 r. (China Photos / GettyImages)

Więźniowie odbywają zmienioną karę w więzieniu Hongshan, prowincja Hubei, Chiny, 10.12.2004 r. (China Photos / GettyImages)

Służby więzienne nie przyjmują odmowy. Li Xiaoyuan został aresztowany w 2002 roku za praktykowanie Falun Gong.

Wysłano go do obozu pracy przymusowej Shenyang Zhangshi, gdzie był torturowany, m.in. rozbierano go do naga, wieszano na żelaznej kracie i dotkliwie bito, rażono pałkami elektrycznymi i zamrażano w lodowatym pomieszczeniu. Mimo tych tortur, nie wyrzekł się swoich duchowych przekonań. Zatem zmuszano go do intensywnej, niewolniczej pracy.

Gdy pewnego dnia odmówił przystąpienia do pracy, strażnik i inni więźniowie zaczęli go razić pałkami elektrycznymi. Bili dopóty, aż całe ciało Li stało się czarne, sine i opuchnięte. Nie pozwalano mu zasnąć. Te tortury trwały cztery dni. Nie mógł poruszać się o własnych siłach. Niedługo po tym został potajemnie przewieziony do obozu pracy przymusowej Liaoning Guanshan, gdzie zmarł na skutek maltretowania w 2003 roku.

Dbaj o własne zdrowie

Coraz więcej osób przekonuje się, że niska cena produktów chińskich idzie w parze z brakiem odpowiedniej jakości, wadami. Zdarza się, że słyszymy o zawartych w nich toksycznych substancjach, szkodliwych zwłaszcza dla dzieci.

Z relacji byłych więźniów wykorzystywanych do darmowej pracy można dowiedzieć się także o nieprzestrzeganiu norm higieny podczas wytwarzania towarów. Więźniowie, przygotowując środki higieny osobistej, opakowania mające kontakt z żywnością, nie mają możliwości mycia rąk, nawet gdy skorzystali z toalety. Ich dłonie często krwawią, ropieją, wielu z nich cierpi na choroby zakaźne.

Nie tylko w święta pamiętajmy o drugim człowieku, nie wspierajmy systemu pragnącego odebrać ludziom godność.

W tekście wykorzystano artykuł pt. „The Blood and Tears Behind the “Made in China” Label (Part 2)”, opublikowany w anglojęzycznej edycji Minghui.org.

Tagi:

Wykorzystujemy pliki cookies, by dowiedzieć się, w jaki sposób użytkownicy korzystają z naszej strony internetowej i móc usprawnić korzystanie z niej. Dalsze korzystanie z tej strony internetowej jest jednoznaczne z zaakceptowaniem polityki cookies, aktualnej polityki prywatności i aktualnych warunków użytkowania. Więcej informacji Akceptuję