Meteoryt tunguski: czy ponadstuletnia tajemnica zostanie wyjaśniona?

30 czerwca 1908 r. stacje sejsmologiczne w różnych rejonach kuli ziemskiej, także na zachodniej półkuli, odnotowały silne wstrząsy (Buddy_Nath / Pixabay)

30 czerwca 1908 r. stacje sejsmologiczne w różnych rejonach kuli ziemskiej, także na zachodniej półkuli, odnotowały silne wstrząsy (Buddy_Nath / Pixabay)

30 czerwca obchodzi się Światowy Dzień Asteroidy. Właśnie w tym dniu 109 lat temu na terenie Syberii miał miejsce potężny wybuch, znany jako „fenomen tunguski” albo „meteoryt tunguski”. Minęło ponad 100 lat, a naukowcy do tej pory nie potrafią rozwikłać tajemnicy tego zagadkowego zjawiska. /epochtimes.ru/

Wybuch miał miejsce w okolicy rzeki Podkamienna Tunguzka w tajdze. Słychać go było w promieniu ponad 1000 kilometrów. Eksplozji towarzyszył słup płomieni i gigantyczna chmura dymu. Według świadków przed wybuchem nad tunguską tajgą przeleciało oślepiająco jaskrawe ciało, przyćmiewające światło słoneczne.

Sejsmografy z obserwatorium w Irkucku zarejestrowały wybuch o godzinie siódmej rano 30 czerwca 1908 roku. Początkowo specjaliści sądzili, że jest to trzęsienie ziemi, ponieważ obserwatorium znajduje się obok masywów górskich i takie zjawiska powtarzają się tu często. Ale tym razem zapis z sejsmografu miał bardzo dziwny wygląd. Charakterystyczne „zawijasy” powtarzały się dłużej niż zwykle, a do tego pojawiło się kilka niezrozumiałych linii.

 

Pracownicy obserwatorium od razu wysłali wiadomości do lokalnych korespondentów, żeby dowiedzieć się od nich czegoś o wstrząsie, ale odpowiedzi przyszły zupełnie nieoczekiwane. Większość świadków utrzymywała, że trzęsienia ziemi w ogóle nie było czuć, za to słyszano bardzo głośne dźwięki przypominające grzmoty i strzelanie.

Relacje naocznych świadków

Jeden ze świadków napisał, że około ósmej rano usłyszał grzmoty, które stawały się coraz silniejsze. Najpierw przypominały wybuch prochu strzelniczego, a potem trzask i łomot. Po 20 minutach grzmoty ustały. Świadek ten doniósł też, że jeden z jego sąsiadów zobaczył lecącą gwiazdę z ognistym ogonem, która prawdopodobnie spadła do wody.

Gdy pracownik stacji meteorologicznej w Kireńsku zobaczył dodatkowe linie na zapisie z barografu (rodzaj barometru służący do mierzenia ciśnienia atmosferycznego), postanowił popytać miejscowych.

W swoich wspomnieniach napisał:

„Opowiadali, że po godzinie ósmej na północnym zachodzie pojawił się jakby ognisty słup przypominający z wyglądu kopię. Kiedy słup zniknął, słychać było pięć silnych uderzeń jak z armaty, po czym w tym miejscu ukazała się gęsta chmura. Po 15 minutach słychać było jeszcze podobne uderzenia, a po następnych 15 minutach powtórzyło się to samo”.

Jak się później okazało, stacje sejsmologiczne w różnych rejonach kuli ziemskiej, też na zachodniej półkuli, odnotowały silne wstrząsy. W ciągu kilku dni na terenie od Atlantyku do Syberii Centralnej zaobserwowano też intensywne światła na niebie.

Ekspedycja Kulika

Pierwszą ekspedycję na miejsce katastrofy wysłano po prawie 20 latach od zdarzenia. Jej przewodniczącym był Leonid Aleksiejewicz Kulik, którego bardzo interesowały materiały oraz informacje dotyczące dziwnego ciała niebieskiego, noszącego nazwę meteoryt tunguski.

Badacze odkryli, że w domniemanym miejscu upadku meteorytu las został powalony na dużym obszarze. Najdziwniejsze było to, że w miejscu, które musiało być epicentrum wybuchu, las był nienaruszony i nie było śladu krateru po upadku meteorytu.

Wiatrołom na terenie „wydarzenia tunguskiego”. Według materiałów ekspedycji Leonida Kulika, 1929 г. (Evgenij Leonidovič Krinov, członek ekspedycji na miejsce katastrofy tunguskiej w 1929 – [1] oryginalna wersja: fotografia czarno-biała / Vokrug Sveta, 1931, bieżąca wersja: fotografia kolorowa / domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=200531)

Wiatrołom na terenie „wydarzenia tunguskiego”. Według materiałów ekspedycji Leonida Kulika, 1929 г. (Evgenij Leonidovič Krinov, członek ekspedycji na miejsce katastrofy tunguskiej w 1929 – [1] oryginalna wersja: fotografia czarno-biała / Vokrug Sveta, 1931, bieżąca wersja: fotografia kolorowa / domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=200531)

Kilka następnych ekspedycji Kulika, które miały miejsce od 1927 do 1939 roku, też nie przyniosło żadnych dowodów upadku meteorytu, chociaż ślady katastrofy były bardzo dobrze widoczne.

Kulik próbował znaleźć resztki meteorytu, wykorzystywał zdjęcia lotnicze miejsca katastrofy, zbierał informacje od lokalnych mieszkańców, ale niczego powiązanego z meteorytem nie odnalazł.

Wyliczenia wskazywały, że upadek meteorytu tunguskiego doprowadziłby do powstania krateru o głębokości 200 metrów i promieniu 1000 metrów. Taki krater łatwo znaleźć nawet teraz. Mało tego – w epicentrum wybuchu powinny być większe zniszczenia, jednak drzewa tam nie zostały powalone. Przy tym miały one połamane gałęzie tak, jakby fala wybuchu uderzyła na nie z góry.

 

Z początku Kulik uznał torfowe mokradło za resztę krateru i tam zaczął wykopaliska. Jednak ani wykopaliska, ani wiercenie lejów nie przyniosły żadnych efektów. Meteoryt zniknął bez śladu, a samo mokradło okazało się kotliną krasową.

Badania Kulika przerwała w 1941 roku wojna. Kulik do końca został wierny hipotezie mówiącej, że fenomen tunguski był wywołany przez meteoryt.

Lodowa kometa, statek kosmiczny i inne wersje

Badania jednak na tym się nie zakończyły. Po wojnie do miejsca upadku meteorytu tunguskiego wyruszyły też inne ekspedycje. Badacze zaproponowali ponad sto rozmaitych hipotez wydarzenia – od wybuchu gazu błotnego po wypadek statku kosmicznego. Jednak żadna z nich nie tłumaczyła całkowicie wszystkich szczegółów katastrofy.

Hipotezy związane z katastrofą zaczęto nawet klasyfikować na: technologiczne, związane z antymaterią, geofizyczne, meteorytowe, syntetyczne, a nawet religijne.

Za najbardziej rozpowszechnioną wersję uważa się upadek na Ziemię jądra albo fragmentu komety. Komety składają się prawie całkiem z lodu i zamarzniętego gazu z niedużym dodatkiem twardych substancji, co odróżnia je całkowicie od twardych asteroid.

Komety zbudowane są z lodu i zamarzniętego gazu z niedużą ilością twardych cząstek. Na zdjęciu kometa Hyakutake, znana także jako C/1996 B2, którą można było obserwować w 1996 r. (skeeze / Pixabay)

Komety zbudowane są z lodu i zamarzniętego gazu z niedużą ilością twardych cząstek. Na zdjęciu kometa Hyakutake, znana także jako C/1996 B2, którą można było obserwować w 1996 r. (skeeze / Pixabay)

Jeżeli jądro komety pędziło z ponaddźwiękową prędkością, podczas jego przelotu na pewno powstały fale balistyczne, które powaliły drzewa i wydawały dźwięki przypominające grzmoty.

Ta hipoteza dobrze też wyjaśnia brak krateru oraz odłamków — lodowe jadro rozgrzało się i na pewnej wysokości błyskawicznie wyparowało. Z tego powodu wydzieliła się duża ilość energii, porównywalna z energią wybuchu jądrowego. Później wytłumaczenie to przyjęło wielu astronomów.

W 1945 roku radziecki pisarz science fiction Aleksander Kazancew wysunął przepuszczenie, że meteoryt tunguski był statkiem kosmicznym pozaziemskiej cywilizacji, który uległ katastrofie. Jednak ta wersja od razu została odrzucona przez astronomów i specjalistów od meteorytyki.

Czasopismo „Nauka i życie” wydrukowało „artykuł dementujący”, w którym naukowcy odrzucili pozaziemskie pochodzenie fenomenu tunguskiego i twierdzili, że krater meteorytu wkrótce zostanie znaleziony.

Jednym z alternatywnych wyjaśnień fenomenu tunguskiego miałyby być eksperymenty sławnego fizyka Nikoli Tesli. Zgodnie z tą hipotezą 30 czerwca 1908 roku Tesla przeprowadzał doświadczenia z przekazywaniem energii przez powietrze.

Za tą wersją przemawia fakt, że kilka miesięcy przed wybuchem Tesla poinformował o swoim zamiarze oświetlenia drogi na biegun północny ekspedycji znanego podróżnika i odkrywcy Roberta Edwina Peary’ego.

Transformator Tesli, czyli transformator powietrzny, który może wytworzyć napięcie sięgające milionów woltów (Hans / Pixabay)

Transformator Tesli, czyli transformator powietrzny, który może wytworzyć napięcie sięgające milionów woltów (Hans / Pixabay)

Na korzyść wersji związanej z Teslą przemawia też fakt, ze fizyk zamawiał mapy „najmniej zasiedlonych rejonów Syberii”. Zapisy o tym zachowały się w czasopiśmie Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych.

Ciekawe jest także to, że mieszkańcy Kanady i Europy Północnej dostrzegli na niebie srebrzyste obłoki, które pulsowały. To samo też zaobserwowali świadkowie eksperymentów Nikoli Tesli w jego laboratorium w Colorado Springs.

Katastrofa tunguska do tej pory nurtuje naukowców. Część badaczy uważa, że nauka stanęła przed nieznanym ludzkości unikatowym zjawiskiem, którego zagadka jeszcze nie została rozwiązana.

Przy studiowaniu natury meteorytu tunguskiego pojawia się kluczowe pytanie – jaki był jego skład. Do tej pory nie znaleziono substancji, którą można by z całą pewnością zidentyfikować jako materię, która go tworzyła.

Tekst oryginalny ukazał się w rosyjskiej edycji „The Epoch Times” dnia 2016-06-30, link do artykułu: http://www.epochtimes.ru/tungusskij-meteorit-budet-li-razgadana-stoletnyaya-tajna-99026781/

Tagi:
Witryna używa plików cookies zgodnie z polityką prywatności. zamknij