Chińczycy się budzą, mówią dysydenci i naukowcy

Chen Guangcheng, ekspert z Katolickiego Uniwersytetu Ameryki, przemawiał 23.11.2015 r. w Instytucie Katona podczas forum na temat „Pogarszającej się sytuacji praw człowieka w Chinach”. Chen jest niewidomym obrońcą praw człowieka i aktywistą, znanym najbardziej z ujawniania nadużyć chińskich urzędników zajmujących się planowaniem populacji, w tym przymusowej aborcji i sterylizacji (Gary Feuerberg / The Epoch Times)

Chen Guangcheng, ekspert z Katolickiego Uniwersytetu Ameryki, przemawiał 23.11.2015 r. w Instytucie Katona podczas forum na temat „Pogarszającej się sytuacji praw człowieka w Chinach”. Chen jest niewidomym obrońcą praw człowieka i aktywistą, znanym najbardziej z ujawniania nadużyć chińskich urzędników zajmujących się planowaniem populacji, w tym przymusowej aborcji i sterylizacji (Gary Feuerberg / The Epoch Times)

WASZYNGTON – Podczas dwóch forów w 2015 roku poświęconych Chinom znani dysydenci i krytycy akademiccy zgodzili się, że chińscy przywódcy komunistyczni powoli tracą kontrolę nad krajem i umysłami Chińczyków. Niepokoje w miastach i na wsiach oraz szeroka fala wystąpień z szeregów Komunistycznej Partii Chin sygnalizują, że w celu dalszego utrzymania władzy partia będzie musiała użyć brutalnej siły.

10 grudnia 2015 roku na Kapitolu podczas obchodów Międzynarodowego Dnia Praw Człowieka dr Joseph A. Bosco i dr Sen Nieh (profesor Katolickiego Uniwersytetu Ameryki – przyp. redakcji) nakreślili obraz chińskiego reżimu, który znalazł się w poważnych opałach. Forum dotyczyło prześladowań praktykujących Falun Gong w Chinach i dających nadzieję znaków, że dni ciemiężcy są policzone.

Kilka dni wcześniej, 23 listopada, podczas spotkania w Instytucie Katona chińscy dysydenci Chen Guangcheng i Wei Jingsheng poruszyli kwestię wzrostu świadomości wśród Chińczyków na temat poniesionych przez nich szkód fizycznych, prawnych i ekonomicznych spowodowanych przez KPCh.

Masowe protesty

„KPCh udało się zbudować chińską potęgę gospodarczą i militarną dzięki hojnej, choć niejednokrotnie krótkowzrocznej, pomocy z Zachodu” – powiedział dr Joseph A. Bosco, który jest członkiem amerykańsko-chińskiego think tanku Center for the National Interest oraz starszym współpracownikiem w think tanku Center for Strategic and International Studies (CSIS). Pełnił też funkcję dyrektora ds. Chin w biurze Sekretarza Obrony (w latach 2005-2006).

„Jednak te osiągnięcia nie zapewniają ChRL poczucia bezpieczeństwa, gdyż w oczach narodu chińskiego nie cieszy się prawdziwą legitymizacją władzy. Dlatego w Chinach rocznie ma miejsce ponad 100 000 protestów, a co za tym idzie, wydatki na bezpieczeństwo wewnętrzne są większe od i tak już ogromnego budżetu na wojsko. Komunistyczna Partia Chin boi się swojego narodu” – dodał dr Bosco.

O ponad 100 000 incydentów wspomniał również dr Murray Scot Tanner, analityk ds. Azji w CNA. Zeznajac przed Komisją Rewizyjną ds. Ekonomii i Bezpieczeństwa w relacji USA–Chiny 15 maja 2014 roku, powiedział: „Chińska Akademia Nauk Społecznych ogłosiła w 2012 roku, że roczna suma masowych incydentów regularnie przekracza 100 000”.

Komunistyczna Partia Chin boi się narodu chińskiego

dr Joseph A. Bosco, starszy współpracownik w Center for Strategic and International Studies

Dr Sen Nieh należący do Stowarzyszenia Falun Dafa w Waszyngtonie (ang. Washington DC Falun Dafa Association, WFDA), podał przykład członków partii komunistycznej, którzy opuścili jej szeregi. Latem 2013 roku w prowincji Hubei grupa 5000 osób zdecydowała się na odejście z KPCh oraz powiązanych z nią organizacji.

Podczas „Capitol Hill Forum” współorganizowanego przez WFDA i Global Service Center for Quitting Chinese Communist Party (zwanego również Centrum Tuidang) dostarczono najnowszych statystyk dotyczących liczby osób, które opuściły Komunistyczną Partię Chin i (lub) powiazane z nią organizacje, takie jak Liga Młodzieży Komunistycznej i Młodzi Pionierzy.

Według Yi Rong, przewodniczącej Centrum Tuidang, odejścia z partii dokonało już ponad 220 mln ludzi (powyżej 325 mln na początku 2019 roku; aktualna liczba podawana jest na stronie Centrum Tuidang – przyp. redakcji).

„W 2015 roku Ruch Tuidang rozrastał się w tempie nawet 95 000 osób dziennie” – powiedziała Yi Rong.

Dr Sen Nieh, reprezentant waszyngtońskiego Stowarzyszenia Falun Dafa i profesor Katolickiego Uniwersytetu Ameryki, przemawiał 10.12.2015 r. podczas forum na Kapitolu na temat prześladowań Falun Gong i radykalnych zmian zachodzących w Chinach (Gary Feuerberg / The Epoch Times)

Dr Sen Nieh, reprezentant waszyngtońskiego Stowarzyszenia Falun Dafa i profesor Katolickiego Uniwersytetu Ameryki, przemawiał 10.12.2015 r. podczas forum na Kapitolu na temat prześladowań Falun Gong i radykalnych zmian zachodzących w Chinach (Gary Feuerberg / The Epoch Times)

Powołując się na te same statystyki, dr Nieh zabrał głos w kwestii „rozpadu KPCh” i utraty przez nią wpływów. Podał wiele przykładów i danych, które ukazywały szerzące się wśród zwykłych Chińczyków niezadowolenie, często przejawiające się w brutalny sposób. Dr Nieh jest dziekanem Wydziału Inżynierii Mechanicznej na Katolickim Uniwersytecie Ameryki. Do Stanów Zjednoczonych przybył 35 lat temu z Tajwanu.

Jako jeden z przykładów podał incydent z 9 grudnia 2015 roku z prowincji Hubei, gdzie tysiące mieszkańców pewnej wioski protestowało przeciwko budowie oczyszczalni ścieków. „Ludzie starli się z policją, dwóch protestujących zostało zabitych i przewrócono wiele samochodów policyjnych” – powiedział dr Nieh.

Chiny nie są ‘rządzone’ w normalnym tego słowa znaczeniu

— Chen Guangcheng, aktywista i działacz na rzecz praw człowieka

Mniej więcej rok wcześniej w sześciu prowincjach, od środkowych aż do północno-wschodnich Chin, odbył się poważny strajk nauczycieli. Powodem były niskie płace i niewielkie świadczenia socjalne. Wzięły w nim udział dziesiątki tysięcy nauczycieli.

Dr Nieh dodał również, że codziennie w Chinach odbywa się ponad 500 protestów, a każda z manifestujących grup liczy conajmniej 15 osób. W protestach na dużą skalę bierze udział minimum 5000 osób. W Chinach dziennie ma miejsce średnio jeden taki protest. Statystyki te pochodzą ze źródeł państwowych.

Liczba podana przez dr Nieha, czyli 500 protestów dziennie, daje roczną sumę w wysokości około 180 000, co zgadza się z wypowiedzią Maxa Fishera w „The Atlantic” z 5 stycznia 2012 roku: „Tylko w 2010 roku w Chinach miało miejsce 180 000 zamieszek i masowych demonstracji – średnio około 500 każdego dnia – liczba ta prawdopodobnie wzrosła od tego czasu”. Dr Nieh dodał jeszcze, że łączna liczba zamieszek wzrosła w ciągu ostatnich lat. Twierdzi, że liczba „ponad 100 000”, którą posługują się doktorzy Bosco i Tanner, jest niedoszacowana i nieaktualna.

Chińskie siły bezpieczeństwa to przede wszystkim oddziały wojskowe ze stopniami wojskowymi wyszytymi na pagonach. W celu stłumienia protestów używają taktyk wojskowych i broni, w tym karabinów maszynowych oraz czołgów – powiedział dr Nieh. Mogą użyć prawdziwych pocisków, aby zabijać protestujących, a następnie przetrzymywać ciała zabitych, nie zwracając ich rodzinom. W ciągu ostatnich pięciu lat budżet na bezpieczeństwo publiczne przewyższył budżet Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.

„Ich największym wrogiem nie są USA” – powiedział dr Niech, dając do zrozumienia, że są nim sami Chińczycy.

Powołując się na chińską ekspert ds. antykorupcji prof. Lin Jie z Chin, dr Nieh dodał, że w latach 1995-2005 liczbę tzw. „gołych urzędników” (ich żony i dzieci mieszkają już za granicą) szacowano na 1,18 mln. Każdy z grupy 4000 najwyższych urzędników, którzy uciekli z kraju, zabrał ze sobą średnio 12 mln dolarów.

Krajem, do którego w pierwszej kolejności udają się „goli urzędnicy”, są Stany Zjednoczone, a w szczególności południowa Kalifornia i San Francisco Bay Area. Kupują tam rezydencje warte wiele milionów dolarów. A 70 proc. z nich płaci gotówką. Urzędnicy wydają 28 mld dolarów rocznie na kupno domów na całym świecie.

W Chinach nie ma „normalnych” rządów

Chen Guangcheng, 44-letni niewidomy aktywista i obrońca praw człowieka, dostrzega zmiany, jakie nadchodzą dla autorytarnych rządów KPCh. Dezinformacja i kłamstwa, na których opierał się reżim, już nie działają, powiedział Chen w Instytucie Katona. Tylko dzięki wywieraniu przymusu reżim jest w stanie utrzymać władzę, ponieważ ludzie i sama partia nie wierzą już w komunizm. Współpracujące ze sobą i rozwijające się społeczeństwo obywatelskie sprzeciwia się reżimowi. Powiedział również, że niedawne (przypominające rewolucję kulturalną) przymusowe, publiczne spowiedzi prawników broniących praw człowieka były „starą sztuczką”, która miała na celu zdyskredytowanie społeczeństwa obywatelskiego.

„Władza pomaga ludziom zrozumieć, jakiego rodzaju reżimem jest” – oświadczył Guangcheng, mówiąc przez tłumacza.

Chen stracił wzrok, gdy miał niespełna rok. Sam nauczył się prawa i jako „bosonogi prawnik” zasłynął z ujawniania nadużyć w oficjalnych praktykach planowania rodziny, takich jak przymusowe aborcje i sterylizacje na obszarach wiejskich. Opowiadał się również za prawem do ziemi i prawami osób niepełnosprawnych. Reżim uwięził go na cztery lata i trzy miesiące. Po zwolnieniu w 2010 roku wraz z rodziną zostali zamknięci w uwłaczającym ich godności areszcie domowym. W kwietniu 2012 roku udało mu się uciec i przedostać do ambasady amerykańskiej w Pekinie, czym wzbudził poważne kontrowersje na skalę międzynarodową. Ostatecznie wraz z żoną i dwójką dzieci otrzymali pozwolenie na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Chen pracuje obecnie w Witherspoon Institute i jest wizytującym ekspertem na Katolickim Uniwersytecie Ameryki.

„Chiny nie są ’rządzone’ w normalnym tego słowa znaczeniu” – powiedział Chen.

Władza pomaga ludziom zrozumieć, jakiego rodzaju reżimem jest

Chen Guangcheng, aktywista i działacz na rzecz praw człowieka

„Jednopartyjna dyktatura Komunistycznej Partii Chin jest największym źródłem niepowodzeń kraju we wprowadzaniu demokracji, wolności i sprawiedliwości społecznej. Za pomocą aparatu bezpieczeństwa publicznego kontroluje sądownictwo oraz wszystkie organy wymiaru sprawiedliwości i jednocześnie, wykorzystując Centralny Wydział Propagandy, używa wszystkich podległych jej mediów do rozpowszechniania swoich poglądów. Partia w rzeczywistości wykracza poza wszystko i we wszystkim zaznacza swoją wolę”.

„Bicie i tortury oraz prześladowania aktywistów i członków ich rodziny są czymś powszechnym” – powiedział Chen, który zna to z własnego doświadczenia, gdyż wraz z żoną był obiektem brutalnej przemocy.

Chiński dysydent Wei Jingsheng przemawiał 23.11.2015 r. w Instytucie Katona na forum poświęconym „Pogarszającej się sytuacji praw człowieka w Chinach”. Wei był więziony przez ponad 18 lat i prawdopodobnie jest najbardziej znanym chińskim obrońcą praw człowieka i demokracji (Gary Feuerberg / The Epoch Times)

Chiński dysydent Wei Jingsheng przemawiał 23.11.2015 r. w Instytucie Katona na forum poświęconym „Pogarszającej się sytuacji praw człowieka w Chinach”. Wei był więziony przez ponad 18 lat i prawdopodobnie jest najbardziej znanym chińskim obrońcą praw człowieka i demokracji (Gary Feuerberg / The Epoch Times)

Rosnąca presja wewnątrz Chin

Przemawiając za pośrednictwem tłumacza, Wei Jingsheng powiedział, że gospodarka Chin jest wypaczeniem normalnej gospodarki rynkowej. Chiny angażują się w „nieuczciwą wymianę handlową”, ponieważ ochrona praw, w tym praw człowieka, wygląda tam inaczej niż w innych krajach.

Wei Jingsheng, 65-letni przewodniczący Fundacji Wei Jingshenga, jest prawdopodobnie najbardziej znanym chińskim obrońcą praw człowieka i demokracji. Z powodu swojej działalności otrzymał w Chinach dwa wyroki skazujące go w sumie na ponad 18 lat więzienia. Wei był siedmiokrotnie nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla i otrzymał wiele prestiżowych nagród za swoje dokonania w dziedzinie obrony praw człowieka.

Gospodarka Chin musi korzystać z innych narzędzi niż gospodarka rynkowa, aby utrzymać się i osiągać wysoki wzrost – powiedział Wei.

Każdy z grupy 4000 najwyższych urzędników, którzy uciekli z kraju, zabrał ze sobą średnio 12 mln USD

dr Sen Nieh ze Stowarzyszenia Falun Dafa w Waszyngtonie

„Aby pokryć duży deficyt w handlu, Chiny muszą korzystać z różnych narzędzi niszczących obecny system rynkowy, w tym manipulację walutą, fałszowanie danych, różne bariery pozahandlowe i sprytne unikanie prawa międzynarodowego, arbitrażu, itp.”.

Kiedy chińscy i amerykańscy biznesmeni „dbają tylko o pieniądze bez respektowania praw człowieka, odbija się to na chińskim społeczeństwie” – przyznał Wei.

Dodał jeszcze, że presja na zmiany wewnątrz Chin, staje się coraz silniejsza. „Niestety, nacisk ze strony społeczności międzynarodowej jest bardzo mały i dlatego nie widzimy za wielu zmian w Chinach. Dopóty ludność chińska musi kontynuować wywieranie nacisku, dopóki reżim komunistyczny nie będzie już w stanie tak dalej działać i nastąpi jego upadek. Z tego powodu bardzo ważne jest, aby społeczność międzynarodowa wywierała nacisk”.

Tekst oryginalny ukazał się w anglojęzycznej edycji „The Epoch Times” dnia 2015-12-21, link do artykułu: https://www.theepochtimes.com/chinese-people-waking-up-say-dissidents-and-academics_1920245.html

Tagi:

Wykorzystujemy pliki cookies, by dowiedzieć się, w jaki sposób użytkownicy korzystają z naszej strony internetowej i móc usprawnić korzystanie z niej. Dalsze korzystanie z tej strony internetowej jest jednoznaczne z zaakceptowaniem polityki cookies, aktualnej polityki prywatności i aktualnych warunków użytkowania. Więcej informacji Akceptuję