Treść ujawnionych e-maili potwierdza, że ONZ przekazało KPCh nazwiska dysydentów

Ludzie przechodzą obok siedziby ONZ w Nowym Jorku, 26.09.2018 r. (John Moore / Getty Images)

Ludzie przechodzą obok siedziby ONZ w Nowym Jorku, 26.09.2018 r. (John Moore / Getty Images)

Z treści ujawnionych e-maili wynika, że w rzeczywistości, wbrew zaprzeczeniom Organizacji Narodów Zjednoczonych, urzędnicy z ONZ zajmujący się prawami człowieka z wyprzedzeniem przekazywali komunistycznemu reżimowi w Pekinie nazwiska chińskich dysydentów, którzy mieli zeznawać w Genewie przeciwko nadużyciom Komunistycznej Partii Chin.

Upublicznione informacje stanowią potwierdzenie faktu, że przekazywanie reżimowi nazwisk chińskich dysydentów było tak naprawdę postrzegane przez wszystkich jako „normalna praktyka”. Informatorka powiedziała „The Epoch Times”, że ten proceder trwa do dziś, pomimo zaprzeczeń ze strony ONZ.

Chińskie władze komunistyczne wykorzystały nazwiska otrzymane od ONZ, by uniemożliwić dysydentom opuszczenie Chin. Co najmniej jeden dysydent wskazany przez ONZ, Cao Shunli, został zatrzymany przez KPCh przed wyjazdem do Genewy i zmarł w areszcie.

Według Emmy Reilly, sygnalistki z ONZ, która jako pierwsza zdemaskowała ten skandal, kiedy spodziewano się, że jakiś dysydent będzie chciał zaszkodzić wizerunkowi Pekinu na forum ONZ, KPCh często groziła, a nawet porywała i torturowała jego rodzinę.

Wśród krytyków reżimu, których nazwiska zostały przekazane przez ONZ, znaleźli się aktywiści zaniepokojeni Tybetem, Hongkongiem i islamską mniejszością ujgurską w zachodnich Chinach – wszyscy oni, z różnych powodów, stali się celami ataków KPCh.

W lutym 2020 roku „The Epoch Times” doniosło o skandalu i odwecie, z jakim spotkała się Reilly za próbę ujawnienia i powstrzymania tej praktyki. Sprawa Reilly w ONZ nadal jest w toku. Pozostaje tam zatrudniona, ale objęto ją „dochodzeniem”.

Wybitne organizacje zajmujące się prawami człowieka na całym świecie potępiły praktykę ONZ polegającą na narażaniu życia dysydentów i ich rodzin.

W komentarzach dla „The Epoch Times” Reilly określiła to działanie jako „zbrodnicze”, a nawet argumentowała, że spowodowało, iż ONZ „współuczestniczyło w ludobójstwie”.

ONZ przez lata zaprzeczało, że jego przedstawiciele przekazywali KPCh nazwiska dysydentów.

Jednak dzięki ujawnieniu e-maili nt. tego procederu, stało się jasne, że ONZ wprowadza w błąd rządy państw członkowskich i prasę odnośnie do tego skandalu.

Jeden ze wstrząsających e-maili, o których tu mowa, został wysłany 7 września 2012 roku przez dyplomatę z przedstawicielstwa KPCh przy ONZ w Genewie z prośbą o informacje na temat chińskich dysydentów, którzy mieli zeznawać przed Radą Praw Człowieka ONZ (ang. United Nations Human Rights Council, UN HRC).

„Postępując zgodnie ze zwykłą praktyką, czy mógłbyś uprzejmie mnie powiadomić (ang. could you kindly heip [sic] me to check – przyp. redakcji), czy osoby z załączonej listy ubiegają się o akredytację na 21. sesję HRC?” – zapytał dyplomata z KPCh w e-mailu do łącznika z ONZ ds. organizacji pozarządowych. „Moja delegacja ma pewne obawy dotyczące bezpieczeństwa [sic] tych osób”.

Urzędnik ONZ, którego nazwisko zostało usunięte z ujawnionej wiadomości e-mail, odpowiedział na pytanie, potwierdzając, że dwóch dysydentów z listy KPCh zostało akredytowanych i planuje wziąć udział.

„Zgodnie z twoją prośbą, uprzejmie informujemy, że Dolkun Isa i He Geng zostali akredytowani przez Nonviolent Radical [P]arty, Transnational and Transparty na 21. sesję Rady Praw Człowieka” – potwierdził reżimowi urzędnik z ONZ bez wyraźnego zaniepokojenia o bezpieczeństwo dysydentów lub ich rodzin, które wciąż przebywały w Chinach.

Isa jest przewodniczącym Światowego Kongresu Ujgurów, który działa w imieniu ujgurskiej ludności z regionu Sinciang w zachodnich Chinach, brutalnie traktowanej przez KPCh.

Liczne oficjalne źródła na całym świecie podają, że reżim przetrzymuje ponad milion Ujgurów w obozach „reedukacyjnych”. Osoby, które po wyjściu z takich więzień udzieliły wywiadu dla „The Epoch Times”, ujawniały, że były gwałcone, torturowane, poddawane praniu mózgu i brutalnie maltretowane.

Isa jest także wiceprzewodniczącym Organizacji Narodów i Ludów Niereprezentowanych (ang. Unrepresented Nations and Peoples Organization, UNPO) i stara się, by była ona głosem narodów oraz grup ludzi nieposiadających reprezentacji własnego państwa narodowego, m.in. w ONZ.

Rok po tym e-mailu, na prośbę delegacji reżimu KPCh, ochrona ONZ podjęła próbę usunięcia Isy z sali obrad Rady Praw Człowieka. Jednak Reilly – i tylko Reilly – interweniowała i zapobiegła jego usunięciu.

Drugim dysydentem zidentyfikowany przez ONZ w e-mailu do przedstawicielstwa KPCh była Geng He, żona uwięzionego chińskiego prawnika zajmującego się prawami człowieka Gao Zhishenga, chrześcijanina, który napisał książkę o ciężkich torturach, jakim poddawała go partia za jego pracę i wiarę.

Jednym z powodów brutalnego torturowania Gao był fakt, że jego żona przemawiała w ONZ, co wcześniej wyjawił urzędnik ONZ w e-mailu do KPCh.

W innym ujawnionym e-mailu, tym razem z 2013 roku, ten sam dyplomata KPCh ponownie próbował potwierdzić tożsamość chińskich dysydentów, którzy podczas posiedzenia Rady Praw Człowieka najprawdopodobniej mieli opowiadać o nadużyciach KPCh.

„Chińskiemu przedstawicielstwu bardzo dobrze współpracowało się z tobą i twoją sekcją podczas poprzednich sesji” – napisał dyplomata KPCh do urzędnika ONZ w e-mailu, który przekazano „The Epoch Times” i innym mediom. „Bardzo to doceniamy”.

„Tym razem chcę, żebyś znowu wyświadczył mi przysługę” – kontynuował dyplomata KPCh. „Niektórzy secesjoniści przeciwni chińskiemu rządowi próbują uczestniczyć w sesji HRC [sic] pod przykrywką innych organizacji pozarządowych. Mogą stanowić zagrożenie dla ONZ i chińskiej delegacji”.

„Czy mógłbyś sprawdzić i poinformować mnie, czy wymienione poniżej osoby mają akredytację na 22. sesję [sic] Rady Praw Człowieka?” – zapytał dyplomata KPCh. „Jeśli masz jakieś informacje, skontaktuj się ze mną mailowo lub pod numerem [numer zamazano]”.

Wśród osób, których nazwiska wymieniono na liście, ponownie był Dolkun Isa.

Według Isy, agenci KPCh pojawili się w jego domu za granicą, aby spróbować zmusić go do milczenia. Funkcjonariusze KPCh zaaresztowali również jego rodzinę w Chinach, w tym jego matkę, która zmarła w chińskim „obozie koncentracyjnym” w 2018 roku. Aresztowano również jego starszego brata. A jego młodszy brat zaginął w 2016 roku. Media KPCh podały, że ojciec Isy również zmarł, chociaż Isa nie wie, kiedy i gdzie.

„The Epoch Times” próbowało skontaktować się z dyplomatą KPCh, telefonując na szwajcarski numer telefonu komórkowego podany w e-mailu, lecz bezskutecznie.

Urzędnicy ONZ ds. praw człowieka odpowiedzieli na wiadomość e-mail z przedstawicielstwa KPCh i podali nazwiska czterech działaczy, którzy mieli uczestniczyć w [sesji] Rady Praw Człowieka.

Ze względów bezpieczeństwa i ochronę prywatności tych działaczy „The Epoch Times” nie ujawnia ich nazwisk, ponieważ nie są one jeszcze publiczne znane.

Reilly była jednocześnie rozgniewana i przerażona.

„To ohydna praktyka, ale jeśli ONZ ma zamiar to robić, to przynajmniej muszą zapewnić, że jest to jawne, aby ludzie wiedzieli, w jakim niebezpieczeństwie się znajdą” – powiedziała podczas wywiadu dla „The Epoch Times” udzielonego w formie wideokonferencji z Genewy. „To minimum przyzwoitości i podstawowe standardy człowieczeństwa – żeby nie narażać tych ludzi, potajemnie, na niebezpieczeństwo. Czy prosimy o zbyt wiele?”.

Z treści e-maili od samego początku jasno wynika, że Reilly sprzeciwiała się podawaniu KPCh nazwisk dysydentów. Zamiast tego opowiadała się za poinformowaniem osób, których dotyczył ten problem.

Jednak szef oddziału Rady Praw Człowieka ONZ Eric Tistounet argumentował, że lista nazwisk jest jawna i dlatego nie można się sprzeciwiać żądaniom KPCh.

W rzeczywistości z e-maili wynikało, że Tistounet zasugerował jak najszybsze działanie, aby uniknąć „zaostrzania chińskiej nieufności”.

„Kiedy stało się to elementem branym pod uwagę?” – zapytała retorycznie Reilly w komentarzu dla „The Epoch Times”.

Wiadomości o e-mailach potwierdzających, że ONZ faktycznie przekazuje nazwiska chińskich dysydentów, odbiły się głośnym echem w tureckich mediach. Jednak w Europie i Stanach Zjednoczonych prawie w ogóle nie mówi się w prasie o tym skandalu.

W komentarzach udzielonych „The Epoch Times” Reilly wezwała dziennikarzy na całym świecie do zbadania dokumentów, transkrypcji wewnętrznych spraw sądowych i innych dowodów, aby zobaczyli, kto mówi prawdę – a następnie, by zrelacjonowali tę prawdę, żeby ludzie na całym świecie mogli zobaczyć, co się dzieje.

Reilly stwierdziła jednak, że jest to problem systemowy w ONZ.

„Problem z ONZ polega na tym, że nie ma tam nikogo, kto by tego upilnował i nie ma nadzoru z zewnątrz” – powiedziała, podając inne przykłady sygnalistów, którzy byli prześladowani za to, że próbowali postąpić właściwie. „O ile państwa członkowskie nie podejmą działań, będzie to kontynuowane”.

Reilly wyraziła również głębokie zaniepokojenie bliskimi relacjami między agentami KPCh a wyższymi urzędnikami z ONZ ds. praw człowieka, którzy są odpowiedzialni za ochronę praw człowieka.

Reilly powiedziała „The Epoch Times”, że przez lata wysocy rangą urzędnicy ONZ usiłowali wprowadzić w błąd państwa członkowskie ONZ, media i opinię publiczną na temat skandalu związanego z ujawnianiem nazwisk.

Urzędnicy ONZ twierdzili, że w latach 2013-2017 taka praktyka nie miała miejsca. Znacznie później, w styczniu 2021 roku, powoływali się na rzecznika ONZ, który powiedział Agencji Anadolu (turecka agencja informacyjna – przyp. redakcji), że „od 2015 roku” praktyka ta została wstrzymana.

Jednak w komunikacie prasowym z 2 lutego 2017 roku, który miał odwrócić uwagę od narastającej krytyki, Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (ang. Office of the High Commissioner for Human Rights, OHCHR) przyznało, że rzeczywiście potwierdzało rządom tożsamość osób akredytowanych do wydarzeń związanych z prawami człowieka.

„Władze chińskie i inne regularnie pytają Biuro Praw Człowieka ONZ, kilka dni lub tygodni przed posiedzeniami Rady Praw Człowieka, czy konkretni delegaci [z organizacji pozarządowych] wezmą udział w nadchodzącej sesji” – zakomunikowało OHCHR. „Biuro nigdy nie potwierdza tych informacji, dopóki proces akredytacji nie zostanie formalnie rozpoczęty i dopóki nie ma pewności, że nie ma oczywistego zagrożenia bezpieczeństwa”.

Reilly powiedziała, że była zszokowana językiem użytym w tym komunikacie prasowym.

„Jedyne kontrole bezpieczeństwa, jakie kiedykolwiek zostały przeprowadzone, to te przeprowadzane przez chińskich dyplomatów” – powiedziała w wywiadzie dla „The Epoch Times”.

Rzeczywiście, protokoły z tej sprawy pokazują, że Reilly wezwała ONZ do przedstawienia wszelkich dowodów rzekomej kontroli „bezpieczeństwa” przed przekazaniem nazwisk. Jednak żadne dowody nie zostały dostarczone.

„Chodziło tylko o to, czy ci ludzie będą sprawiać problemy chińskim dyplomatom w ONZ” – powiedziała. „Nie miało to nic wspólnego z zapewnieniem komukolwiek bezpieczeństwa”.

Zdaniem Reilly to również stanowi poważne naruszenie własnych zasad ONZ i zauważyła, że jeśli jakiś rząd chce wiedzieć, kto będzie brać udział w posiedzeniu, powinien wystosować jawną dla innych państw członkowskich ONZ prośbę do Zgromadzenia Ogólnego.

Reilly powiedziała „The Epoch Times”, że pomimo narastającego skandalu wokół tej praktyki i działań odwetowych ONZ wobec niej jako demaskatorki, praktyka przekazywania KPCh nazwisk dysydentów trwa do dziś.

„Teraz moją osobistą misją i obowiązkiem stało się zapobieganie współudziałowi ONZ w ludobójstwie” – powiedziała.

Dokumenty uzyskane przez „The Epoch Times” ujawniają, że niektórzy z najwyższych rangą urzędników w administracji ONZ byli zaangażowani w próby uciszenia, zdyskredytowania i odwetu na Reilly za jej wysiłki.

Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka nie odpowiedziało na prośby o komentarz w sprawie ujawnionych e-maili ani ogólnie skandalu.

Na początku 2020 roku OHCHR odmówiło „The Epoch Times” udzielenia komentarzy, powołując się na trwające procesy sądowe. Jednak Reilly powiedziała „The Epoch Times” w tym tygodniu, że dała im pełne pozwolenie na komentowanie sprawy w mediach.

Wielu rzeczników sekretarza generalnego ONZ António Guterresa również odmówiło wyjaśnień w tej sprawie.

Alex Newman jest wielokrotnie nagradzanym dziennikarzem, znanym na arenie międzynarodowej, pedagogiem, autorem i konsultantem, współautorem książki „Crimes of the Educators: How Utopians Are Using Government Schools to Destroy America’s Children”. Jest dyrektorem wykonawczym w Public School Exit, służy jako dyrektor generalny w Liberty Sentinel Media i pisze dla różnych wydawnictw w Stanach Zjednoczonych i za granicą.

Tekst oryginalny ukazał się w anglojęzycznej edycji „The Epoch Times” dnia 2021-02-25, link do artykułu: https://www.theepochtimes.com/emails-confirm-un-gave-names-of-dissidents-to-ccp_3711143.html

Tagi:

Wykorzystujemy pliki cookies, by dowiedzieć się, w jaki sposób użytkownicy korzystają z naszej strony internetowej i móc usprawnić korzystanie z niej. Dalsze korzystanie z tej strony internetowej jest jednoznaczne z zaakceptowaniem polityki cookies, aktualnej polityki prywatności i aktualnych warunków użytkowania. Więcej informacji Akceptuję