Zaskakujące wyznania znanego naukowca z wietnamskiego Instytutu Badań nad Wykorzystaniem Potencjału Ludzkiego

Wywiad w telewizji VTV3 z Nguyễn Văn Sanem w ramach cyklu „Tajemnice Stworzenia” (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

Wywiad w telewizji VTV3 z Nguyễn Văn Sanem w ramach cyklu „Tajemnice Stworzenia” (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

Nguyễn Văn San, człowiek, którego nazwisko jest obecnie bardzo dobrze znane w Wietnamie, stał się sławny po otwarciu przychodni działającej na zasadach wolontariatu przy Świątyni Tứ Kỳ oraz po założeniu strony internetowej dienchan.vn. Co więcej, wniósł on znaczący wkład w prace naukowo-badawcze prowadzone w Instytucie Badań nad Wykorzystaniem Potencjału Ludzkiego.

Jako naukowiec zajmuje się wieloma zagadnieniami. Nauka i zajęcia praktyczne uczyniły go sławnym w dość niezwykłej dziedzinie. Urodził się w rodzinie wysokiej rangi urzędników, jednak nie wybrał usłanej różami drogi, którą zaplanowali dla niego rodzice. Ścieżka, którą kroczył, nie była gładka ani prosta, mimo to wypełniały ją dobre uczynki. Zdecydował się na działalność charytatywną polegającą na leczeniu chorób według pewnej starożytnej metody duchowej.

„The Epoch Times” ma zaszczyt podzielić się ze swoimi Czytelnikami wywiadem przeprowadzonym z Nguyễn Văn Sanem, podczas którego nasz rozmówca ujawnił nam swoje zaskakujące odkrycia.

Boska aranżacja

The Epoch Times: Wiemy, że we Francji robił Pan doktorat z matematyki ekonomicznej, a potem tuż przed obroną pracy doktorskiej porzucił Pan ten kierunek dla zajęcia z innej dziedziny. Decyzja ta całkowicie zmieniła pańską karierę. Dlaczego do tego doszło?

Nguyễn Văn San: W 1995 roku ukończyłem studia na kierunku melioracja wodna na Uniwersytecie Thủy Lợi w Hanoi, zająłem trzecie miejsce w punktacji ogólnokrajowej w temacie mechaniki teoretycznej. Z racji tego zostałem zatrudniony jako wykładowca na tej uczelni.

W 1997 roku zrobiłem również holenderskie magisterium, pracę dyplomową napisałem w języku angielskim na Narodowym Uniwersytecie Ekonomicznym w Hanoi.

W 2002 roku otworzyła się przede mną szansa na wyjazd naukowy za granicę, dostałem  stypendium na Uniwersytecie Paryskim, na Sorbonie. Dążenie do zdobycia wiedzy o ludziach sprawiło, że wkrótce znałem dwa języki obce: angielski i francuski. Studiowałem we Francji na uczelni o bardzo długiej tradycji. Studia z matematyki ekonomicznej, które wybrałem, były bardzo trudne. Mój wydział dał światu jednego z dwóch francuskich profesorów, którzy zdobyli Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii.

Podczas pisania pracy doktorskiej z matematyki ekonomicznej czułem się niespełniony. Im więcej czytałem, tym bardziej się wahałem. Jednym z podstawowych założeń modeli ekonomicznych jest to, że każdy człowiek dąży do osiągnięcia maksymalnego zysku i myśli tylko o osobistych korzyściach.

W sercu kłębiło mi się mnóstwo pełnych zwątpienia myśli, aż pewnego dnia moje życie skręciło nagle na zupełnie inne tory. Być może było to przeznaczenie, a mój los został określony wolą niebios. Ktoś taki jak ja, mocno wierzący w naukę, został zmuszony w jednej chwili ukorzyć się i podziwiać boską aranżację.

Wystarczy kilka lekkich uderzeń lub stuknięć w niektóre miejsca na twarzy i pacjent wraca do normalnego stanu zdrowia. Pacjenci bardzo mnie podziwiali i nazywali mnie „czarownikiem ze Wschodu” (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

Wystarczy kilka lekkich uderzeń lub stuknięć w niektóre miejsca na twarzy i pacjent wraca do normalnego stanu zdrowia. Pacjenci bardzo mnie podziwiali i nazywali mnie „czarownikiem ze Wschodu” (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

Spotkałem pewnego wietnamskiego terapeutę, emigranta mieszkającego na peryferiach Paryża, który posiadał dogłębną wiedzę na temat tajemnic tego świata i pochodzącej z Wietnamu tradycyjnej metody leczenia chorób. W pięknym Paryżu, gdzie medycyna jest zaawansowana tak, jak w innych wysokorozwiniętych krajach, postrzegałem ją przez pryzmat nauki i ograniczyłem jej zakres jedynie do dwóch metod: medycyny zachodniej oraz medycyny wschodniej.

Dzięki temu emigrantowi odkryłem, że istnieje jeszcze jedna metoda przywracania zdrowia i zafascynowałem się tym tematem. Chociaż nie jestem lekarzem, to jestem naukowcem i mam swoją własną umiejętność oceny. Czułem, że istnieje coś wszechobecnego, co wykracza poza ramy znanej nam nauki, co powierzchownie wydaje się bardzo proste, ale kryje w sobie coś naprawdę bardzo głębokiego.

Po kilku próbach bezpośredniego uzdrowienia innych, byłem tak przekonany do tej metody, że porzuciłem pisanie doktoratu z matematyki ekonomicznej, o którym marzyłem jeszcze w Wietnamie, na rzecz doktoratu z medycyny publicznej z dodatkowym tematem „diện chẩn” (diagnoza twarzy i terapia cybernetyczna – diagnostyka i leczenie chorób poprzez rozpoznawanie objawów na twarzy pacjenta – przyp. redakcji)

Był rok 2008, gdy po sześciomiesięcznej przerwie na wizytę w kraju rodzinnym powróciłem do Francji i postanowiłem zrobić doktorat z nowo poznanej dyscypliny. Ponieważ nie miałem wiedzy medycznej, zacząłem studiować „diện chẩn” pod kątem socjologicznym. Znalazłem wyjątkowego nauczyciela, który był wiceprzewodniczącym Francuskiego Stowarzyszenia Akupunktury. Zrobił trzy doktoraty i uzyskał tytuł doktora nauk medycznych, doktora filozofii i doktora wiedzy o Chinach. Znalazł dla mnie szkołę, gdzie prowadzono zarówno wykłady, jak i zajęcia praktyczne. Uczęszczanie do niej było dość kosztowne.

Stał się Pan dobrze znanym terapeutą także dzięki własnym badaniom naukowym, czy zechciałby Pan opowiedzieć czytelnikom „The Epoch Times” o przeżytych wzlotach i upadkach?

W trakcie badań prowadzonych we Francji w celu zgromadzenia materiału do mojej  pracy doktorskiej brałem udział w bezpłatnym leczeniu osób bezdomnych i uzależnionych od narkotyków. Zdobyłem tam duże doświadczenie, które dodało mi pewności siebie, dzięki niej jeszcze bardziej utwierdziłem się w podążaniu w obranym przez siebie kierunku. Towarzyszący mi asystenci-pielęgniarze podziwiali moją umiejętność leczenia chorób. Pewnego razu na przykład przyszedł do mnie z bólem ręki pochodzący z Afryki mężczyzna. Wystarczyło, że lekko stuknąłem i nacisnąłem kilka miejsc na jego twarzy, żeby już po kilku minutach jego ręka została wyleczona. W celu sprawdzenia, czy ręka naprawdę powróciła do zdrowia, uderzył nią mocno w ścianę i okazało się, że wszystko było z nią w porządku. Bardzo uradowany nazwał mnie „czarownikiem”. Inni pacjenci też zaczęli nazywać mnie „czarownikiem ze Wschodu”.

Wielokrotnie leczyłem choroby w taki sposób, organizowałem także konferencje z udziałem wielu ludzi, aby przybliżać im temat, nad którym prowadziłem badania. Gdy w ramach wymiany naukowej przyjechał do Francji z Wietnamu Bùi Quốc Châu, założyciel owej dyscypliny, wziąłem udział we wszystkich zorganizowanych przez niego sesjach. Z nauczania teorii przerzuciłem się na praktykowanie. Dowiedziałem się, że ta metoda może wyleczyć jeszcze wiele innych chorób. Całkowicie jej zaufałem i zacząłem coraz częściej wykonywać zabiegi.

Rok po zmianie tematu pracy doktorskiej z matematyki ekonomicznej na „diện chẩn” zabrakło mi środków na kontynuowanie studiów, więc z nich zrezygnowałem i w roku 2010 wróciłem do kraju.

Mój ojciec, wysokiej rangi urzędnik, poseł do parlamentu, był bardzo rozczarowany tym, że wróciłem do kraju jedynie z dyplomem magisterskim z matematyki ekonomicznej.

Dla mojego ojca sukces i sława na jakimkolwiek polu nie mogły być równie proste, jak droga, którą sam kroczył. Ojciec zażyczył sobie, żebym rozpoczął pracę w biurze parlamentarnym, zatem w roku 2010 dostałem tam stanowisko, o którym wielu może tylko pomarzyć. Zapewniło mi ono spokojne życie i sprawiło, że moi rodzice przestali się o mnie martwić.

Porzucił Pan zatem pasję, z powodu której zrezygnował Pan ze swojej wcześniejszej kariery?

Nadal podążałem za swoją pasją. W dzień pracowałem w biurze, a wieczorem leczyłem ludzi i zamieszczałem o tym wpisy na stronie internetowej dienchan.vn.

Jako naukowiec wykonywałem badania, z perspektywy naukowej oceniałem stan ludzkiego ciała, choroby i sferę psychiki. Artykuły zamieszczane na mojej stronie wzbudzały wielkie zainteresowanie zarówno w społeczeństwie wietnamskim, jak i za granicą. Wietnamski kanał telewizyjny VTV3 wyemitował wywiad ze mną w ramach cyklu „Tajemnice stworzenia” i od tego momentu stałem się sławny.

Praca nad leczeniem chorób wykazywała się coraz większą dynamiką. Utworzyłem grupę terapeutów. Miałem wielu uczniów młodszych i starszych, pochodzących z różnych warstw społecznych i z różnych stron naszego kraju. Wśród nich byli zarówno intelektualiści, jak i rolnicy.

Początkowo leczyłem chorych w swoim domu, przyjmowałem ludzi z łagodnymi i prostymi chorobami. Gdy liczba pacjentów znacznie wzrosła, pojawili się wśród nich pacjenci w różnym wieku, młodsi, starsi i bardzo starzy. Zaczęli przychodzić do mnie na terapię również ci z ciężkimi chorobami, był nawet pacjent chory na marskość wątroby. Miał brzuch tak wielki, jak kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży. Mógł tylko siedzieć na plastikowym krześle, znajomi wnieśli go do mojego domu na trzecie piętro. Pojawił się również pacjent cierpiący na chorobę Heinego-Medina.

Leczyłem choroby, a z wdzięczności pacjenci dawali mi pieniądze, wrzucali wolne datki do pudełka. Gdy liczba pacjentów wzrosła, pragnąc okazać trochę miłosierdzia, przenieśliśmy naszą charytatywną przychodnię w pobliże przystanku autobusowego Nước Ngầm obok pagody Tứ Kỳ. Z czasem zacząłem też przyjmować pacjentów chorych na raka. Niektóre przypadki były ciężkie, byli nawet tacy w ostatnim stadium choroby. Chciałem spróbować i przekonać się, czy ta metoda naprawdę potrafi wyleczyć takie choroby. Nie odczuwałem lęku przed brudem i nieprzyjemnym zapachem nieczystości, jeździłem do domów pacjentów, aby tam przeprowadzać zabiegi. W przypadku pacjenta z Văn Miếu zaobserwowałem wystąpienie po zabiegu pewnego efektu, a mianowicie przed rozpoczęciem terapii przyjmował on tabletki przeciwbólowe, a po zabiegu mógł zmniejszyć ich dawkę z 9 do 2-3 tabletek. Jednakże gdy pewnego dnia przyjechałem do niego, jego krewni powiedzieli mi, że zmarł.

Co Pan czuł po każdej porażce?

Uświadomiłem sobie, że dzięki tej metodzie leczenia niektórzy pacjenci powracają do zdrowia i że dzieje się tak, ponieważ ich przeznaczenie jeszcze się nie zdefiniowało. Od tego momentu zacząłem odczuwać lęk przed trudnymi przypadkami. Nie dlatego, że nie można ich było wyleczyć, bo przecież istnieją lekarstwa. Jeżeli coś wymaga leczenia, to należy przeprowadzić terapię, ponieważ w niektórych aspektach leczenie działa i pacjenci czują się lepiej. Niemniej śmierć i życie zostały już zaplanowane przez niebiosa. Inni terapeuci podczas wykonywania zabiegów mają takie samo odczucie. Jest takie powiedzenie, że jeżeli o coś prosisz, to będzie ci dane. Zdałem sobie sprawę z pewnej ważnej rzeczy, którą zauważyli również inni terapeuci, a której nie potrafimy wytłumaczyć, bo nauka tego jeszcze nie wyjaśniła. Jej namacalnym dowodem było to, że po każdym uzdrawianiu, wracając do domu, zazwyczaj czułem się bardzo zmęczony.

Był okres w moim życiu, kiedy podążałem za pewnym nauczycielem z południowego Wietnamu. Kultywował on i praktykował qigong w górach Cấm, w prowincji An Giang. Za pomocą specjalnej umiejętności odczytywał tętno bicia serca, na którego podstawie bardzo precyzyjnie i szczegółowo diagnozował choroby, odczytywał rozmiary guzów, ilość czerwonych krwinek itd. Miałem wrażenie, że znał dokładne umiejscowienie chorób.

Na przykład pewien pacjent odczuwał silny dyskomfort w głowie, jednak ten terapeuta, mierząc mu tętno, stwierdził, że pacjent ma problem z sercem i gdy zaczął go leczyć poprzez naciskanie linii serca, pacjent poczuł się znacznie lepiej. Podążałem więc za tym nauczycielem, ponieważ twierdził, że potrafi wyleczyć raka i rzeczywiście u wielu pacjentów zlikwidował nowotwory.

Pewnego razu poszedłem z nim leczyć pacjenta z guzem w okolicy płuc, ale o północy on sam doznał nagle niepokojących objawów. Musiałem zrobić wszystko co w mojej mocy, aby obniżyć mu ciśnienie krwi, w następstwie czego wartość górna mojego ciśnienia krwi wzrosła do 220 mm Hg. Niedawno dowiedziałem się, że sam zmarł na raka, mając zaledwie 50 lat.

Znalazłem skarb w tym życiu

Czy szukał Pan jakiegoś rozwiązania, aby przezwyciężyć i poprawić niedociągnięcia, które się Panu zdarzały?

Choć sam nie jestem zadowolony z wyników leczenia chorób, to w oczach wszystkich cały czas byłem mistrzem, znanym człowiekiem. Codziennie prowadziłem wykłady, aby promować swoją metodę leczenia. Jednak w głębi serca nieustannie dręczyły mnie pytania: „Co należy uczynić, aby dotrzeć do źródła choroby? W jaki sposób po każdym uzdrawianiu można uzupełnić wyczerpaną energię?”.

W oczach wszystkich wciąż byłem mistrzem, znanym człowiekiem. Często wygłaszałem wykłady na temat badań nad moją metodą leczenia na dużych warsztatach terapii „diện chẩn” (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

W oczach wszystkich wciąż byłem mistrzem, znanym człowiekiem. Często wygłaszałem wykłady na temat badań nad moją metodą leczenia na dużych warsztatach terapii „diện chẩn” (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

W 2015 roku przestałem pracować w biurze parlamentarnym i zatrudniłem się w Instytucie Badań nad Wykorzystaniem Potencjału Ludzkiego, gdzie stałem się ekspertem w dziedzinie duchowości oraz zdrowia. Instytut ten jest organizacją inicjującą badania nad potencjałem ludzkim i udziela wsparcia osobom posiadającym wrodzone nadnaturalne zdolności, takim jak na przykład Phan Thị Bích Hằng. Chciałem być tam po to, aby poznać i zrozumieć wszelkie możliwe źródła chorób, gdyż codziennie mam tam możliwość kontaktowania się z wieloma znanymi ludźmi, psychoterapeutami mającymi wyjątkowe, nadprzyrodzone zdolności, których współczesna nauka nie jest w stanie wyjaśnić. Każdy z nich chce pomagać ludziom przy użyciu różnych metod duchowych, rozwiązywać dla nich różne trudności lub ulżyć im w cierpieniu.

Znalazłem i przeczytałem wiele książek o kultywowaniu i praktykowaniu napisanych przez pisarzy zajmujących się duchowością, takich jak „Od leków do medytacji” (Osho), „Siła milczenia” (Eckhart Tolle), „Historia rzeki” (Hermann Hesse), „Alchemik” (Paulo Coelho), „Jonathan Livingston Seagull” (Richard Bach), oraz książki takich autorów jak: Krishnamurti, Deepak Chopra, Lobsang Rampa i wielu innych. Kiedy nużyło mnie czytanie, przerzucałem się na słuchanie audiobooków, których jest wiele na rynku, jak na przykład przetłumaczone na wietnamski przez Nguyên Phonga: „Podróż na Wschód” i „Pod Śnieżną Górą”.

Im więcej czytałem, tym więcej miałem wątpliwości. Pozostało we mnie wrażenie, że to nie leczenie chorób jest rozwiązaniem, lecz kultywowanie i praktykowanie. Ale nie wiedziałem, w jaki sposób należy kultywować, ponieważ wszystkie książki, które do tamtej pory przeczytałem, nie pomogły mi tego zrozumieć. Miałem świadomość, że gdybym był wystarczająco wyciszony, to mógłbym dotrzeć do wnętrza innego świata. Byłem pewien, że jedynie udoskonalanie siebie, a nie rozum czy wiedza z książek, może mi pomoc to osiągnąć.

Pewnego dnia odwiedziłem Nguyễn Phúc Giác Hảia, czołowego badacza duchowości w Wietnamie. Wiedział, że uwielbiam czytać książki, więc zaproponował mi, żebym zamieszkał w jego domu i zaopiekował się jego książkami. Kiedy przyglądnąłem się wszystkim piętrom w jego domu, zauważyłem, że każde z nich wypełniają książki w języku angielskim i francuskim. W głowie zrodziło mi się pytanie: „Czy kiedykolwiek byłbym w stanie przeczytać je wszystkie?”. Choć bardzo kocham książki, nie przyjąłem jego propozycji, ponieważ uświadomiłem sobie, że duchowość to kultywowanie, a nie ciągłe czytanie książek, które dają ograniczoną wiedzę.

Czy mógłby Pan opowiedzieć czytelnikom „The Epoch Times” o wydarzeniach, które w namacalny sposób wpłynęły na Pana w trakcie poszukiwania własnej drogi?

Mając w sercu pragnienie znalezienia własnej drogi, odbyłem męczącą podróż po Wietnamie, od gór na południu do morza na północy. Przenosiłem swoje zainteresowanie z jednej dyscypliny na drugą, udawałem się w góry, by kultywować i praktykować. Wszystko to może wydawać się czymś baśniowym, lecz dla mnie było to całkiem normalne.

Poznałem pewnego człowieka z Hải Phòngu, który miał bardzo dziwną zdolność: za każdym razem, gdy jeździł na rowerze, słyszał głosy recytujące wiersze Trạng Trìnha zwane „siedmioma słowami – ośmioma wierszami”. Fenomen ten jest bardzo tajemniczy i trudny do wyjaśnienia. Za każdym razem notował owe wiersze na kartkach, a cenił je i szanował tak bardzo, że aż kupił skrzynię, w której mógł je bezpiecznie przechowywać – obawiał się, że w razie pożaru te drogocenne zapiski mogłyby ulec spaleniu.

Bardzo lubił moje odwiedziny, gdyż mało kto potrafił z nim rozmawiać i rozumieć owe kwestie.

Ujawnił mi tajemnicę ludzkiej tragedii, jaka ma miejsce w obecnym okresie historii, zmianę prawa wszechświata i warstwy niebios, które widział. Tego, co mówił, nie znalazłem w żadnej książce na temat rozwoju duchowego.

Później spotkałem Trần Văn Phú, który mieszka w Hồng Lĩnh, w prowincji Hà Tĩnh i jest bardzo znany w świecie rozwoju duchowego. On również opowiadał ludziom o końcowym okresie życia na ziemi, a także o wielkim rektyfikowaniu ludzkości, o tragedii ludzkiej, o sądzie ostatecznym i o innych rzeczach.

Wszyscy znani ludzie w świecie duchowym tak samo odczuwali tę tragedię.

Ludzie często mówią, że jeśli masz dobre serce, to Bóg cię nie opuści. Czy w końcu odnalazł Pan prawdziwą metodę kultywowania?

Mam przyjaciela w Instytucie Badań Nad Wykorzystaniem Potencjału Ludzkiego. Od wielu lat praktykuje pewną dyscyplinę i osiągnął w niej wysoki poziom. Ma autorytet i jest szanowaną osobą w kręgach rozwoju duchowego. Widząc, że wciąż miotam się w  poszukiwaniu drogi doskonalenia duchowego, powiedział: „A może spróbuj praktykować Falun Gong! Pomoże ci to bardzo szybko wznieść gong”. On także wraz ze swoją grupą praktykujących próbował kultywować i praktykować Falun Gong (inna nazwa Falun Dafa – przyp. redakcji), jednak jako początkujący z powodu trwających w Chinach od 20 lipca 1999 roku prześladowań wymierzonych w tę dyscyplinę był przekonany, że Falun Gong jest powiązany z polityką. Dlatego jego grupa przestała się interesować Falun Gong. Wiedział tylko, że Falun Dafa jest naprawdę dobre oraz że kultywując i praktykując je, można szybko wznieść swój gong na wysoki poziom.

„Zhuan Falun”, książka, która kieruje kultywacją zgodnie z zasadą Prawdy – Życzliwości – Cierpliwości, została przetłumaczona na 40 języków świata i rozpowszechniona w 114 krajach (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

„Zhuan Falun”, książka, która kieruje kultywacją zgodnie z zasadą Prawdy – Życzliwości – Cierpliwości, została przetłumaczona na 40 języków świata i rozpowszechniona w 114 krajach (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

Już wcześniej znałem Falun Gong, ale ponieważ nie kultywowałem i nie praktykowałem, gdy słyszałem różne nieprzychylne opinie o nim, takie jak: „To sekta, praktykujący Falun Gong zniszczyli posąg Lenina i mauzoleum Ho Chi Minha” itd., miałem o nim złą opinię.

Jedno zdanie wypowiedziane przez mojego przyjaciela sprawiło jednak, że odczułem pragnienie poznania prawdy na temat Falun Gong. Chciałem dowiedzieć  się, czym naprawdę jest Falun Gong. Ufałem przyjacielowi, ponieważ był bardzo wpływowym człowiekiem o wielkim autorytecie, więc nie mógł rozpowiadać kłamstw.

A więc Falun Gong naprawdę jest prawe? Czy to jest naprawdę obszerne i dogłębne Dafa (Wielkie Prawo – przyp. redakcji)?

Pod koniec 2014 roku, kiedy już skompletowałem książki z Falun Gong, zgodnie ze swoim dawnym przyzwyczajeniem pojechałem w góry, aby spokojnie je przestudiować. Po przeczytaniu wszystkich lektur byłem całkowicie wstrząśnięty i bardzo mocno żałowałem wyciągania zbyt pochopnych i płytkich wniosków na temat Falun Dafa. Wcześniej po usłyszeniu o nim zaledwie paru nieprawdziwych informacji oceniłem je niewłaściwie i nieroztropnie.

Wcześniej miałem wiele pytań, na które w żadnej książce nie mogłem znaleźć odpowiedzi, nie potrafił mi na nie odpowiedzieć również żaden nauczyciel, jednak w książkach Falun Gong zostały one wszystkie wyjaśnione. Poczułem się jeszcze lepiej, kiedy zacząłem ćwiczyć, mimo że nie potrafiłem jeszcze prawidłowo wykonywać wszystkich ruchów, natychmiast, od pierwszego razu odczułem silny przepływ energii Falun Gong.

San wykonuje piąte ćwiczenie Falun Dafa: „Wzmacnianie Niebiańskich Mocy” (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

San wykonuje piąte ćwiczenie Falun Dafa: „Wzmacnianie Niebiańskich Mocy” (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

Po wielokrotnym leczeniu chorych zgromadziłem w organizmie ogromną ilość złej materii. Zaraz po rozpoczęciu praktykowania Falun Gong te rzeczy zostały ze mnie usunięte, a moje ciało doznało oczyszczenia. Gdy nie wykonuję ćwiczeń, czuję się naprawdę bardzo zmęczony.

Wreszcie rozszyfrowałem tajemniczy problem zmęczenia po każdym uzdrawianiu chorych, które każdy uzdrowiciel odczuwa, lecz nie może go wytłumaczyć. Jego przyczyna jest bardzo proste i została szczegółowo opisana w „Zhuan Falun”, głównej książce Falun Dafa.

Dotarło do mnie, że uzdrawianie chorych nie jest kultywowaniem, dotyczy to także innych duchowych metod uzdrawiania. Duchowość służy kultywowaniu, a nie wykorzystywaniu jej do ulepszania życia. Dotyczy to również prac badawczych nad duchowością.

Uświadomiłem sobie, że Falun Gong bardzo różni się od innych dyscyplin. Podążałem za innymi praktykami, aby podnosić swój xinxing (jakość serca i ducha, standardy moralne, charakter, czystość serca – przyp. redakcji), ale jednego razu się to udawało, a innego nie. Na przykład potrafiłem na jakiś czas rzucić palenie lub picie alkoholu, ale zwykle następował nawrót tych nałogów. Od kiedy zacząłem kultywować i praktykować Dafa, całkowicie porzuciłem te złe nawyki. Poprzednio myślałem, że uczyniłem wiele dobrego, zrobiłem wiele dobrych uczynków, że sporo pomogłem ludziom, a moje standardy moralne również były uważane za wysokie. Jednak w porównaniu ze standardami Dafa: Prawda – Życzliwość – Cierpliwość, myślę, że moje postępowanie nie było wystarczająco dobre. Mogłem być jeszcze lepszy.

Odkąd wybrał Pan Falun Gong, jak zaczął Pan postępować z chorymi ludźmi, którzy w Pana uwierzyli?

Ten przełomowy okres był dla mnie naprawdę trudny. W dotychczasowej dziedzinie osiągałem liczne sukcesy, dzięki temu stałem się znany w społeczeństwie. Ludzie postrzegali mnie jako nauczyciela mającego wielu uczniów, pomagałem wielu ludziom wyleczyć się z niektórych chorób i uśmierzałem ich ból. Nie chciałem stracić osiągnięć, które budowałem przez wiele lat. Z drugiej strony wiem też, że Falun Gong jest obszerne i dogłębne, można kultywować na bardzo wysokim poziomie, a moc i zdolności mogą wyłonić się z Dafa, dlatego chcę kultywować Falun Gong.

Byłem niezdecydowany, szedłem więc przez jakiś czas dwiema drogami. Jednak za każdym razem, kiedy wygłaszałem wykłady na warsztatach terapii, moim pacjentom często wspominałem o Falun Gong, gdyż wiedziałem już, że wszystkie metody leczenia terapeutycznego mogą jedynie uspokoić lub przekształcić ich choroby, ponieważ w przeciwieństwie do Falun Gong nie dotykają korzeni choroby.

Nie mogę egoistycznie zachować tego dobra wyłącznie dla siebie. Często po każdym seminarium opowiadam o cudownym działaniu Falun Gong, aby moi pacjenci poznali wspaniałe działanie tej starożytnej praktyki buddyjskiej, zarówno dla ciała, jak i umysłu. Mają prawo wybierać i decydować o swoim życiu (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

Nie mogę egoistycznie zachować tego dobra wyłącznie dla siebie. Często po każdym seminarium opowiadam o cudownym działaniu Falun Gong, aby moi pacjenci poznali wspaniałe działanie tej starożytnej praktyki buddyjskiej, zarówno dla ciała, jak i umysłu. Mają prawo wybierać i decydować o swoim życiu (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

Myślę, że moi pacjenci mają prawo usłyszeć o nowej praktyce tak szeroko rozpowszechnionej na całym świecie, która jest naprawdę korzystna zarówno dla umysłu, jak i dla ciała. Dlaczego nie tylko ja, lecz także doświadczeni praktykujący Falun Gong oraz ci od ponad 20 lat prześladowani w Chinach, pomimo tak okrutnego traktowania, zdecydowanie odmawiają porzucenia kultywacji i praktykowania Falun Gong? Przecież mogą nawet zostać zabici. Dzieje się tak dlatego, że Falun Gong jest bardzo prawą dyscypliną, bardzo wszechmocną, daje im nie tylko zdrowe ciało, ale także skutecznie objaśnia im tajemnicze kwestie dotyczące czasu i przestrzeni, ludzkiego ciała i wszechświata, mówi o miejscach, do których nauka nie potrafi dotrzeć. Oni rozumieją rzeczywisty cel ludzkiego życia.

Później całkowicie zrezygnowałem ze wszystkich wcześniejszych szkół i metod, jakie uprawiałem, aby kultywować i praktykować tylko Falun Dafa. Mam takie szczęście, że potrafię porzucić sławę, korzyści i zyski, które osiągnąłem dzięki poprzedniej praktyce, na rzecz praktykowania i kultywowania Falun Dafa.

Co chciałby Pan przekazać swoim kolegom i ludziom w społeczeństwie?

Przez cały ten czas rozumiałem ludzi, którzy podążali za innymi dyscyplinami, osiągnęli odrobinę sukcesu i teraz jest im bardzo trudno przerzucić się na praktykowanie Dafa. Jestem jednak pewien, że jeśli będą w stanie faktycznie porzucić wszystkie dotychczas uprawiane metody i zacząć poważnie studiować Fa, to nigdy tego nie pożałują.

Te szczere wyznania wypowiadam z głębi mojego serca, mogą one przynieść komuś rozczarowanie, wywołać u niektórych osób poczucie zniszczenia czegoś cennego. Ale jeśli nie powiedziałbym tego, to może później zawsze żałowałbym, że tylko z obawy przed utratą czyjejś sympatii do mnie, z egoistycznego chronienia siebie samego, z chęci wyboru bezpiecznej drogi ucieczki nie pomogłem innym ludziom. Byłoby to samolubne i egoistyczne. Mimo kultywowania byłoby tak, jakbym nie kultywował. Miłosierdziem ucznia Dafa jest uczciwa pomoc ludziom i światu.

Falun Gong całkowicie objaśniło mi tajemnicze kwestie i odpowiedziało na wiele kryjących się w moim sercu trudnych pytań na temat źródła choroby oraz czym jest prawdziwe kultywowanie (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

Falun Gong całkowicie objaśniło mi tajemnicze kwestie i odpowiedziało na wiele kryjących się w moim sercu trudnych pytań na temat źródła choroby oraz czym jest prawdziwe kultywowanie (dzięki uprzejmości Nguyễn Văn Sana)

Dafa wyjaśniło mi te kwestie, tłumacząc skutecznie, skąd biorą się choroby i jak się ich pozbyć? Jak wygląda prawe kultywowanie? Jak zjednać się ze wszechświatem i zrozumieć jego wielkość? Dafa pomogło mi wyzwolić się ze sztywnych ram nauki, zrozumieć to, co znajduje się poza naszym życiem: żyjące istoty, czas i przestrzeń w tym ogromnym wszechświecie. Tak niewiarygodnie wielkim! Jedynie mądrość Stwórcy może całkowicie wyjaśnić tajemnicze czasoprzestrzenie i tajemnice niebios, które jeszcze nigdy nie zostały wyjawione człowiekowi.

Za pośrednictwem „The Epoch Times” pragnę podzielić się prawdziwym pięknem Falun Gong, które dane mi było poznać. Byłem w błędzie, zwiedziony przez fałszywe informacje na temat Falun Gong, dlatego bardzo żałuję, że z tego powodu straciłem ogromnie dużo cennego czasu.

Ci, którzy chcieliby poznać tę wspaniałą praktykę, mogą napisać do mnie na adres: ngvsan@gmail.com lub facebook.com/ngvsan.

Odpowiem na każdy mail i wpis.

Serdecznie dziękuję gazecie „The Epoch Times”.

Dziękujemy bardzo. Życzymy Panu sukcesów w wypełnianiu misji pomagania jeszcze większej liczbie ludzi, aby mogli pozbyć się chorób i prowadzić zdrowe, spokojne życie.

(Wszystkie zdjęcia w wywiadzie zostały dostarczone przez Nguyễn Văn Sana).

Tuệ Chân

Tekst oryginalny ukazał się w wietnamskiej edycji „The Epoch Times” dnia 2017-07-11, link do artykułu: https://www.dkn.tv/van-hoa/loi-giai-bay-chan-dong-cua-mot-cao-nhan-vien-nghien-cuu-va-ung-dung-tiem-nang-con-nguoi.html

Tagi:
Witryna używa plików cookies zgodnie z polityką prywatności. zamknij