Były więzień Auschwitz: Najgorsze było to, że pozbawiono nas człowieczeństwa

Teren byłego obozu Auschwitz I, w dniu obchodów 74. rocznicy wyzwolenia niemieckiego, nazistowskiego obozu zagłady KL Auschwitz-Birkenau, 27.01.2019 r. (Łukasz Gągulski / PAP)

Teren byłego obozu Auschwitz I, w dniu obchodów 74. rocznicy wyzwolenia niemieckiego, nazistowskiego obozu zagłady KL Auschwitz-Birkenau, 27.01.2019 r. (Łukasz Gągulski / PAP)

Dla mnie najgorszym w Auschwitz nie był głód, nie to, że nas zmuszano do niewolniczej pracy, ale to, że nas pozbawiono człowieczeństwa – powiedział PAP Stanisław Zalewski, były więzień Pawiaka, KL Auschwitz-Birkenau i KL Mauthausen-Gusen. W obozie nie byliśmy ludźmi – podkreślał.

W transporcie do KL Auschwitz obecnie 93-letni Stanisław Zalewski, prezes Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych, znalazł się 5 października 1943 roku. Był to największy transport więźniów Pawiaka, liczący około 1500 mężczyzn i kobiet.

– Sam przyjazd do Auschwitz wyglądał bardzo ponuro, bo przyjechaliśmy w nocy, pochmurna noc i księżyc wysuwający się od czasu do czasu zza chmur, a z wagonów wyszli żywi, a umarłych wyniesiono. I tak kolumna pieszych i tych, co umarli, niesionych na plecach, szła do miejsca, gdzie był napis „Arbeit Macht Frei”. Ja jako młody chłopiec, bo miałem wtedy 18 lat, nie zdawałem sobie sprawy, co oznacza ten napis […] dopiero później okazało się, co oznaczają te słowa „Arbeit Macht Frei” – opowiadał PAP.

Zalewski w Auschwitz był zatrudniony przy rozładunku wagonów, bo obóz cały czas się rozbudowywał. Jak mówił, dźwigał 50-kilogramowe worki z cementem. – Był sznurek więźniów, każdy dostawał worek, musiał zanieść na określone miejsce. Kto upadał pod ciężarem, to już się więcej nie podnosił, bo albo nie mógł, albo po prostu był dobijany – podkreślił.

Opowiadał o kilku obrazkach z Auschwitz, które utkwiły mu w pamięci. – Któregoś dnia przyjechał pociąg z wagonami, tak zwanymi pulmanami, to były ichnie super wagony, obecnie Intercity, z których wysiedli dobrze ubrani Żydzi. […] Im mówiono, jak się później dowiedziałem z literatury, że jadą do pracy na Wschód. Ale my, więźniowie, stojąc przed barakiem, bo nie wolno było wtedy wychodzić, wiedzieliśmy, co się z nimi stanie. I teraz takie zderzenie – ludzi idących spokojnie i nas, którzy wiemy co, jaka będzie ich dalsza kolej, jak dojdą tam, do tego miejsca – wspominał Zalewski.

Teren byłego obozu Auschwitz II-Birkenau, gdzie, 27.01.2019 r. odbywały się obchody 74. rocznicy wyzwolenia niemieckiego, nazistowskiego obozu zagłady KL Auschwitz-Birkenau. Dzień wyzwolenia obozu Auschwitz – 27 stycznia, jest na świecie obchodzony jako Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu (Andrzej Grygiel / PAP)

Teren byłego obozu Auschwitz II-Birkenau, gdzie, 27.01.2019 r. odbywały się obchody 74. rocznicy wyzwolenia niemieckiego, nazistowskiego obozu zagłady KL Auschwitz-Birkenau. Dzień wyzwolenia obozu Auschwitz – 27 stycznia, jest na świecie obchodzony jako Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu (Andrzej Grygiel / PAP)

Drugi obrazek, który zapamiętał, to wożenie do krematorium. – Obok naszego baraku był barak, gdzie lokowano więźniów niezdolnych do pracy. Oczywiście ci więźniowie byli z czasem dostarczani do komór gazowych i spalani w krematorium. Kiedyś zrobiono zbiórkę tego baraku, gdzie były kobiety. To był listopad. Kazano kobietom się rozbierać do naga, podjeżdżały samochody ciężarowe i ładowano te kobiety jak jakiś ładunek, towar, następnie zamykano i samochody jechały wiadomo, w jakim kierunku, prosto do krematorium. Krzyk tych kobiet słyszę jeszcze do dzisiaj – mówił ze wzruszeniem.

Zalewski zapamiętał także selekcje indywidualne, które odbywały się w obozie. – Po kolacji dostawało się kromkę chleba malutką, byle co, była zbiórka wszystkich w danym baraku w dwuszeregu i przychodził zarządzający tym barakiem, z reguły z formacji SS, był tam także pisarz blokowy. I ten z formacji SS, tak zwany Blockfuehrer, szedł i przyglądał się więźniom. Jeżeli zobaczył kogoś, który już wiadomo, że jego dni albo miesiące są policzone, pokazywał tylko kijkiem, a pisarz spisywał numer więźnia. […] Ci więźniowie jedli kolację i później wywoływano tych, których ten esesman wskazał, ustawiano ich w szereg i prościutko w kierunku komory gazowej do krematorium – opowiadał.

Pytany, co było najgorszego w Auschwitz, odpowiadał: „dla mnie najgorszym był nie głód, nie to, że nas zmuszano do niewolniczej pracy, ale to, że nas pozbawiono człowieczeństwa”. – My nie byliśmy ludźmi, traktowano nas jak coś takiego niepotrzebnego, zbędnego, które trzeba wykorzystać maksymalnie, a później zgładzić. Tak jak jakieś stworzenia inne. I to było najgorsze – zaznaczył.

Zalewski podkreśla, że po 74 latach od wyzwolenia obozu najważniejsze jest to, żeby ta tragedia się więcej nie powtórzyła. – Według mnie ludzkość nie wyciągnęła wniosków z tego, co się wydarzyło w XX wieku w obozach. W dalszym ciągu w innych częściach świata ludzie w imię własnych ambicji czy też jakichś dążeń ideologicznych dokonują zbrojnych aktów przemocy i to pochłania tysiące ludzi, i to ma znamiona ludobójstwa – ocenił.

– Ci, co przyjeżdżają (na obchody rocznicy wyzwolenia obozu – przyp. PAP), i ci, co mogą coś zrobić na tym świecie, powinni podejmować postanowienia, żeby to już więcej się nigdy nie powtórzyło – wskazał Zalewski.

Autorka: Katarzyna Krzykowska, PAP.

Tagi:

Wykorzystujemy pliki cookies, by dowiedzieć się, w jaki sposób użytkownicy korzystają z naszej strony internetowej i móc usprawnić korzystanie z niej. Dalsze korzystanie z tej strony internetowej jest jednoznaczne z zaakceptowaniem polityki cookies, aktualnej polityki prywatności i aktualnych warunków użytkowania. Więcej informacji Akceptuję